Rok 2025 okazał się dla Rosji jednym z najbardziej kosztownych etapów wojny w Ukrainie. Skala strat osobowych i sprzętowych coraz wyraźniej podważa zdolność Kremla do odbudowy potencjału militarnego i realizowania ambitnych planów rozbudowy armii. Według danych ukraińskiego sztabu generalnego w ciągu jednego roku na froncie zginęło ponad 416 tys. rosyjskich żołnierzy. Amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW) nie ma wątpliwości: Moskwa zapłaciła za kontynuowanie konfliktu cenę, której nie była w stanie wcześniej skalkulować.
Armia bez rezerw i bez ludzi
Eksperci ISW, powołując się na analizy ukraińskiego obserwatora wojskowego Kostjantyna Maszowca, wskazują, że rosyjskie dowództwo znalazło się w strategicznym impasie. Z jednej strony musi na bieżąco uzupełniać ogromne straty na froncie, z drugiej – nie jest w stanie realizować zapowiadanej reformy sił zbrojnych. W 2025 roku Rosji udało się sformować jedynie cztery nowe dywizje spośród planowanych siedemnastu dywizji manewrowych oraz maksymalnie dziewięć brygad.
Nowe jednostki powstały głównie na bazie już istniejących formacji, m.in. w Leningradzkim Okręgu Wojskowym oraz w strukturach Floty Pacyfiku i Floty Bałtyckiej. Problem polega jednak na tym, że – jak ocenia ISW – żadna z tych dywizji nie osiągnęła pełnych, doktrynalnych stanów osobowych i sprzętowych. W praktyce oznacza to jednostki niezdolne do prowadzenia pełnoskalowych operacji manewrowych.
Wymuszona zmiana doktryny
Rosja stopniowo odchodzi od przedwojennego modelu armii opartej na ciężkich, zmechanizowanych dywizjach. Zamiast nich coraz częściej tworzone są formacje szturmowe, bazujące głównie na piechocie i lekkich pojazdach. Jednostki te dysponują ograniczoną liczbą wozów bojowych, słabym zapleczem logistycznym oraz minimalnymi zdolnościami w zakresie obrony przeciwlotniczej i artylerii.
Analitycy podkreślają, że nie jest to efekt przemyślanej modernizacji, lecz konsekwencja dramatycznych strat sprzętowych i niewystarczającej produkcji nowego uzbrojenia. Rosyjskie dowództwo coraz częściej stawia na masowe ataki piechoty i działania infiltracyjne, co sprzyja prowadzeniu wojny pozycyjnej, ale jednocześnie drastycznie ogranicza zdolności manewrowe armii.
Strategiczny problem Kremla
Zdaniem Maszowca w 2026 roku Rosja nie będzie w stanie wygenerować rezerw przekraczających 70 tys. żołnierzy. Taka liczba nie tylko nie pozwoli na stworzenie realnej rezerwy strategicznej, ale jest dalece niewystarczająca do sformowania planowanych dywizji manewrowych. Te wnioski potwierdzają wcześniejsze wypowiedzi szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego, gen. Kyryła Budanowa, który wskazywał, że Kreml nieustannie sięga po rezerwy operacyjne tylko po to, by utrzymać bieżące działania bojowe.
W efekcie wojna, która miała wzmocnić pozycję Rosji jako militarnego mocarstwa, coraz wyraźniej odsłania jej strukturalne słabości. Straty ludzkie, niedobory sprzętowe i brak rezerw sprawiają, że długofalowa odbudowa armii staje się dla Kremla zadaniem niemal niewykonalnym. Wojenny rachunek, który dziś poznajemy, pokazuje jedno: Władimir Putin w swoich kalkulacjach brutalnie się przeliczył.

Komentarze (0)