15.01.2026

Zerwane mediacje w sprawie Sebastiana M. Proces trwa dalej

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Mediacje pomiędzy Sebastianem M., oskarżonym o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, a rodzinami ofiar zostały definitywnie zakończone. Pod koniec listopada ubiegłego roku akta mediacyjne wróciły do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim. Od tego momentu oskarżony nie kontaktuje się ani z pełnomocnikiem pokrzywdzonych, ani z samymi rodzinami. Prokuratura od początku była przeciwna mediacjom, a dziś otwarcie mówi o ich pozornym charakterze.

Postawa oskarżonego nie wskazywała, by mediacje mogły zakończyć się powodzeniem. Chodziło wyłącznie o stworzenie wrażenia skruchy

– ocenia prokurator Aleksander Duda, autor aktu oskarżenia.

Ostatnia szansa na łagodniejszy wyrok

Dla Sebastiana M. porozumienie z bliskimi ofiar było w praktyce jedyną drogą do złagodzenia ewentualnej kary. Według prokuratury 16 września 2023 r. mężczyzna, jadąc BMW z prędkością przekraczającą 300 km/h, doprowadził do zderzenia z osobową kią. W płonącym samochodzie zginęła trzyosobowa rodzina wracająca z wakacji nad morzem do Myszkowa: Martyna (37 l.), Patryk (39 l.) i ich pięcioletni syn Oliwier. Oskarżonemu grozi do ośmiu lat więzienia.

Rodziny dały szansę

Wniosek o mediację złożyła we wrześniu ubiegłego roku obrończyni oskarżonego, mecenas Katarzyna Hebda, tuż po rozpoczęciu procesu. Pełnomocnik rodzin ofiar, mecenas Łukasz Kowalski, podkreślał wówczas przed sądem, że bliscy zabitych wykazali się ogromną gotowością do rozmów, mimo skali tragedii.

Początkowo rodziny nie uczestniczyły w rozprawach. Dopiero rozpoczęcie mediacji sprawiło, że zaczęły regularnie pojawiać się w sądzie. Jak relacjonują osoby znające kulisy sprawy, każde kolejne posiedzenie było dla nich źródłem ogromnych emocji – płaczu, gniewu i poczucia krzywdy. Ostatecznie uznały, że dalsze mediacje są dla nich zbyt bolesne.

Instruktażowe przeprosiny

Jednym z warunków mediacji miało być publiczne przyznanie się Sebastiana M. do winy. Doszło do tego jedynie w formie symbolicznej. Na sali sądowej oskarżony odczytał przygotowane wcześniej przeprosiny z kartki, po czym otarł oczy chusteczką.

Przepraszał nie za spowodowanie wypadku, lecz za „to, co się stało”

– relacjonują bliscy ofiar.

W ich ocenie był to wyłącznie element strategii procesowej, zgodnej z linią obrony, według której Sebastian M. pozostaje jedynie uczestnikiem zdarzenia, a nie jego sprawcą.

Na kolejnych rozprawach oskarżony nie okazywał już żadnej skruchy. Jednocześnie wnioskował o uchylenie tymczasowego aresztu, powołując się na problemy zdrowotne po operacji stawu biodrowego. Sąd nie uwzględnił tych argumentów i przedłużył areszt do maja 2026 roku.

Spór o pieniądze

Z ustaleń wynika, że istotną barierą w mediacjach były także kwestie finansowe. Sebastian M. miał zawrzeć osobne porozumienia z pięcioma osobami pokrzywdzonymi – rodzicami Martyny i Patryka oraz bratem Martyny. Łączna kwota zadośćuczynień mogła sięgnąć nawet kilku milionów złotych.

Rodzina oskarżonego nie była jednak gotowa na takie sumy, zwłaszcza że Sebastian M. konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Propozycje, które miały paść, określane są przez informatorów jako symboliczne. Co istotne, rodziny ofiar nie chciały pieniędzy dla siebie – deklarowały przeznaczenie ich na cele charytatywne.

Proces bez taryfy ulgowej

Mediacje zakończyły się fiaskiem, ale proces toczy się dalej. Sąd nie wstrzymywał postępowania i przesłuchuje kolejnych świadków. Ich zeznania potwierdzają ustalenia prokuratury dotyczące prędkości i przebiegu wypadku.

Sebastian M. nadal zrzuca winę na nieżyjącego kierowcę kii, który – według jego wersji – miał zajechać mu drogę. Na poparcie tej tezy powołał prywatnego biegłego. W lutym sąd zdecyduje, czy dopuści jego ekspertyzę jako dowód.

Postawa oskarżonego w trakcie mediacji może jednak zaważyć na ostatecznym wyroku. Zamiast drogi do pojednania, mediacje stały się kolejnym dowodem na to, jak głęboka jest przepaść między rodzinami ofiar a mężczyzną oskarżonym o spowodowanie jednej z najtragiczniejszych katastrof drogowych ostatnich lat.

Komentarze (0)