Maj 2026 był drugim najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów. Raport ponad 70 naukowców z programu Copernicus i ECMWF pokazuje: Ziemia nagrzała się już o 1,37°C, budżet węglowy wyczerpie się za dwa i pół roku, a emisje biją kolejne rekordy. Co te liczby oznaczają dla nas – i co zdecyduje się na szczycie klimatycznym w Antalyi?
Maj 2026 przeszedł do historii jako drugi najcieplejszy miesiąc od początku regularnych pomiarów. W tym samym czasie na Pacyfiku zbiera się El Niño, a naukowcy z całego świata publikują kolejne raporty, które mówią jedno: Ziemia nagrzewa się szybciej, niż wiele rządów jest gotowych przyznać. W Bonn trwają właśnie wstępne negocjacje przed jesienną Światową Konferencją Klimatyczną w Antalyi – i trudno o gorszy moment na optymizm.
Najważniejsze:
Czytaj takze: Gaz już nie jest eko, UE zakaże pieców na gaz
- Człowiek podgrzał Ziemię już o 1,37°C względem epoki przedprzemysłowej – granica 1,5°C może zostać przekroczona około 2030 roku.
- Pozostały budżet węglowy pozwalający utrzymać się poniżej 1,5°C wyczerpie się przy obecnym tempie emisji już za dwa i pół roku.
- Globalne emisje gazów cieplarnianych w 2024 roku osiągnęły kolejny rekord: 56,8 mld ton ekwiwalentu CO₂.
- Dekadowe tempo wzrostu temperatury wynosi obecnie 0,27°C – i może przyspieszyć, jeśli emisje nie zaczną spadać.
- Morskie fale upałów trwały w 2025 roku przez 65 dni w roku – ponad trzy razy dłużej niż na początku lat 90.
1,37°C: zimna liczba, gorąca rzeczywistość
Raport przygotowany przez ponad 70 badaczy pod egidą europejskiego programu obserwacji Ziemi Copernicus oraz Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych (ECMWF) przynosi precyzyjną diagnozę: globalna średnia temperatura wzrosła o 1,37°C w porównaniu z erą przedprzemysłową. To wyłącznie ocieplenie wywołane przez człowieka – bez naturalnej zmienności klimatu.
Na pierwszy rzut oka niecałe półtora stopnia może wydawać się bagatelką. Autorka raportu Sonia Seneviratne ostrzega jednak wprost, że to poważna zmiana. Dodaje przy tym kluczowy kontekst: „Jeśli spojrzymy na temperatury na lądach, czyli tam, gdzie żyjemy, jesteśmy już przy 1,9 stopnia – znacznie wyżej. To jest często niedoceniane”.
Różnica między 1,37°C a 1,9°C nie jest przypadkowa. Oceany, zajmując większą część powierzchni Ziemi, pochłaniają nadmiar ciepła i „chłodzą” globalną średnią. Kontynenty – w tym Europa i Polska – nagrzewają się szybciej. Oznacza to, że polskie lata są już teraz gorętsze, susze częstsze, a zimy łagodniejsze nie „o globalną średnią”, lecz o wartości znacznie wyższe.
Budżet węglowy: zegar już tyka
Na początku 2026 roku pozostały budżet węglowy – czyli ilość CO₂, którą można jeszcze wyemitować, nie przekraczając progu 1,5°C – wynosił zaledwie 130 miliardów ton. Przy obecnym tempie emisji wyczerpie się za dwa i pół roku. Granica 1,5°C, którą państwa wyznaczyły sobie w porozumieniu paryskim jako cel, może zostać osiągnięta już około 2030 roku.
Żeby zrozumieć powagę sytuacji, warto spojrzeć na stronę emisyjną. W 2024 roku globalne emisje gazów cieplarnianych osiągnęły rekordowy poziom 56,8 miliarda ton ekwiwalentu CO₂. Co ważne: rosną, choć nieco wolniej niż w poprzednich dekadach. Największym źródłem pozostaje spalanie paliw kopalnych – węgla, ropy i gazu. Wraz z rosnącymi emisjami rośnie też stężenie CO₂ w atmosferze, które wyznacza długoterminowe tempo ocieplenia.
Czytaj takze: Od czerwca w Polsce utonęło już 175 osób
Czy ocieplenie przyspiesza? Nauka mówi: uważajcie
To pytanie elektryzuje środowisko naukowe od miesięcy. Autorzy raportu Copernicus/ECMWF odpowiadają ostrożnie, ale niepokojąco: aktualne pomiary dają się wprawdzie wytłumaczyć wcześniejszymi modelami klimatycznymi, ale plasują się przy ich najbardziej ekstremalnym końcu skali. Dekadowe tempo wzrostu temperatury wynosi obecnie 0,27°C na dziesięć lat.
Dla porównania: w większości poprzednich dekad tempo to było wyraźnie niższe. Jeśli utrzyma się na obecnym poziomie, scenariusze zakładające osiągnięcie 1,5°C dopiero w połowie wieku stają się zbyt optymistyczne. A skoro emisje nadal rosną – a więc i „dawka” gazów cieplarnianych w atmosferze się zwiększa – tempo ocieplenia może się jeszcze podkręcić.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka są tzw. sprzężenia zwrotne: wpływ ocieplenia na procesy takie jak formowanie się chmur czy rozmarzanie wiecznej zmarzliny. Oba mogłyby uruchomić mechanizmy, które dalej podbijałyby temperatury niezależnie od naszych działań.
Raport wyróżnia dwa wskaźniki, przy których przyspieszenie jest już wyraźne i bezdyskusyjne:
- Energetyczna nierównowaga Ziemi – planeta pochłania więcej energii słonecznej, niż oddaje w przestrzeń kosmiczną. Ta nadwyżka trafia głównie do oceanów, które magazynują ciepło niczym gigantyczna grzałka. Rosnąca nierównowaga oznacza, że nawet gdybyśmy jutro zatrzymali emisje, oceany oddawałyby zgromadzone ciepło przez dziesięciolecia.
- Morskie fale upałów – w 2025 roku odnotowano je na świecie przez 65 dni w ciągu roku. To ponad trzy razy więcej niż na początku lat 90. Skutki odczuwają rafy koralowe, rybołówstwo i całe morskie ekosystemy.
Oceany pod presją: ciepło, plastik, przełowienie
Nierównowaga energetyczna i morskie fale upałów to tylko część obrazu tego, co dzieje się z oceanami. Raport wskazuje, że od dłuższego czasu temperatury wód morskich utrzymują się na niezwykle wysokim poziomie. Jednocześnie oceany zmagają się z presją plastiku i przełowienia. Te trzy czynniki łącznie zagrażają wspólnotom organizmów morskich, które są podstawą morskich łańcuchów pokarmowych – i źródłem białka dla setek milionów ludzi na świecie.
Co to oznacza dla negocjacji w Bonn i szczytu w Antalyi?
Właśnie teraz, gdy publikowane są te raporty, w Bonn trwają wstępne negocjacje przed doroczną Światową Konferencją Klimatyczną zaplanowaną na jesień w tureckim Antalyi. Coroczne publikowanie wskaźników klimatycznych przez zespół Copernicus i ECMWF ma właśnie taki cel: dostarczyć negocjatorom twardych danych, zanim zasiądą do stołu.
Czytaj takze: Cement z Ukrainy zalewa Polskę. Branża chce limitów
Dane są jednoznaczne: emisje rosną, budżet węglowy topnieje, a tempo ocieplenia plasuje się przy ekstremalnym końcu prognoz. Pytanie, z którym delegaci pojadą do Antalyi, brzmi: czy obecne zobowiązania klimatyczne zostaną zaostrzone na tyle, żeby zmienić trajektorię, którą wyznaczają te wskaźniki?
Najczęściej zadawane pytania
Czy 1,5°C to już koniec świata?
Nie – ale to punkt, po przekroczeniu którego ryzyka gwałtownie rosną. Autorka raportu Sonia Seneviratne podkreśla, że już obecne 1,37°C to „znacząca zmiana”, a na lądach ocieplenie wynosi już 1,9°C. Każda dziesiąta stopnia powyżej 1,5°C oznacza więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych, wyższe morza i większe zagrożenie dla ekosystemów. Nie ma progu, po którym „wszystko się wali”, ale każdy kolejny stopień zwiększa skalę szkód.
Jeśli przegapimy 2030, co się stanie?
Przekroczenie progu 1,5°C nie jest „końcem gry” – to sygnał, że konsekwencje ocieplenia będą poważniejsze i trudniejsze do opanowania. Raport wskazuje, że budżet węglowy przy obecnym tempie emisji wyczerpie się za dwa i pół roku. Jeśli emisje nie zaczną szybko spadać, następnym punktem odniesienia stanie się próg 2°C, przy którym zagrożenia są jeszcze poważniejsze. Każdy rok opóźnienia zawęża pole manewru.
Czy indywidualne działania mają w ogóle sens?
Raport koncentruje się na emisjach systemowych – energetyce, przemyśle, transporcie. Największy udział mają sektory, na które jednostka ma ograniczony bezpośredni wpływ. Jednocześnie zbiorowe wybory konsumentów (dieta, transport, ogrzewanie) kształtują popyt, który napędza te sektory. Indywidualne działania nie zastąpią systemowych zmian polityki, ale mogą je przyspieszyć – zwłaszcza gdy przechodzą w zbiorowe naciski polityczne i rynkowe.
Skąd pochodzi 56,8 mld ton CO₂ rocznie?
Według raportu największym źródłem globalnych emisji gazów cieplarnianych pozostaje spalanie paliw kopalnych: węgla, ropy i gazu. To właśnie z tych trzech surowców pochodzi dominująca część emisji, które w 2024 roku osiągnęły nowy rekord.
Czym jest energetyczna nierównowaga Ziemi i dlaczego jest groźna?
To różnica między energią pochłanianą przez Ziemię a energią oddawaną przez nią w przestrzeń kosmiczną. Rosnąca nierównowaga oznacza, że planet gromadzi coraz więcej ciepła – przede wszystkim w oceanach. Nawet gdyby emisje gazów cieplarnianych zatrzymały się dziś, zgromadzone w oceanach ciepło nadal podnosiłoby temperatury przez wiele dziesięcioleci. To jeden z dwóch wskaźników, przy których raport Copernicus i ECMWF odnotowuje wyraźne przyspieszenie.

Komentarze (0)