Ziemowit Szczerek w Interii pisze wprost: ukraińskie zaprzeczanie i zrzucanie winy za antypatię do UPA na Rosję to gaslighting, który Polaków nie przekona.
Można popierać Ukrainę, rozumieć jej racje i jednocześnie mieć dosyć tłumaczenia, że to Rosjanie „wmówili” Polakom niechęć do UPA. Publicysta Ziemowit Szczerek pisze w Interii wprost: taki schemat argumentacji to klasyczny gaslighting i czyni on więcej szkody niż pożytku.
Najważniejsze:
Czytaj takze: Słaby start, wielka kariera: metalowe legendy, które zaczęły od wtopy
- Część ukraińskich komentatorów publicznie twierdzi, że polska niechęć do UPA jest dziełem rosyjskiej propagandy – Szczerek uważa to za absurd.
- Poziom ukraińskiego wypierania zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach jest, według autora, zadziwiający nawet wśród środowisk, po których można by się spodziewać bardziej zniuansowanego podejścia.
- Problem z nazistowską symboliką na szewronach niektórych ukraińskich oddziałów pozostaje nierozwiązany – i nikt na Ukrainie oficjalnie się z tym nie zmierzył.
- Wspieranie Ukrainy i domaganie się uczciwej rozmowy historycznej to nie sprzeczność – to warunek prawdziwego partnerstwa.
„To wszystko Rosjanie” – argument, który nie przejdzie
Jak podaje Interia, Szczerek zwraca uwagę na powtarzający się schemat: ukraińscy komentatorzy, gdy temat UPA i Wołynia w ogóle się pojawia, natychmiast sięgają po argument rosyjskiej prowokacji. Taki komentator jak Wołodymyr Horbacz – przywołany przez autora jako przykład – sprowadza całą dyskusję do grozy rosyjskiej propagandy, grotesk i polskiego sentymentu do Piłsudskiego, jakby sama zbrodnia wołyńska nie istniała albo była kwestią wymyśloną przez Moskwę.
Czytaj takze: Order Orła Białego dla Zełenskiego wciąż w grze? Kosiniak-Kamysz i Sikorski bronią milczenia Nawrockiego
Szczerek nie odmawia Rosji sprawczości w zatruwaniu relacji polsko-ukraińskich – przyznaje, że Moskwa robi swoją paskudną robotę. Problem jednak w tym, że za ukraińskim wyparaniem trudno dostrzec wyłącznie rosyjską rękę. To, zdaniem autora, efekt braku odważnej i samokrytycznej ukraińskiej polityki historycznej.
Gaslighting zamiast dialogu
Termin „gaslighting” nie jest tu przypadkowy. Chodzi o sytuację, w której jedna strona przekonuje drugą, że ta myli się co do własnych wspomnień i doświadczeń. Według Szczerka właśnie tak wygląda ukraińska narracja w tej sprawie: sugestia, że Polacy „nie wiedzieli” o Szuchewyczu przed rosyjską kampanią dezinformacyjną albo że wcześniej go kochali, jest – jak pisze wprost – robieniem wszystkich w wała w stylu sowieckiej propagandy.
Wtóruje mu Marta Kurzyńska, cytowana przez Interię, która zwraca uwagę, że nawet wykształceni i otwarci ludzie mogą być ślepi z wyboru. Nie chodzi o to, by negować ukraiński punkt widzenia na UPA jako formację walczącą o niepodległość – wielu Polaków to rozumie. Chodzi o to, że twierdzenie, iż to Rosjanie zaszczepili Polakom antypatię do UPA, jest po prostu kontrfaktyczne.
Symbolika, której nikt nie chce zauważyć
Szczerek porusza też kwestię nazistowskiej symboliki pojawiającej się na szewronach żołnierzy prawicowych ukraińskich oddziałów. Wymienia przy tym postaci takie jak generał brygady Andrin Bilecki oraz Taras Dejak, związanych – jak pisze – z ruchami neonazistowskimi. Szczerek zwraca przy tym uwagę, że problem ten pozostaje bez oficjalnej reakcji na Ukrainie.
Autor zaznacza też, że UPA walczyła o Ukrainę – ale nie o demokratyczną Ukrainę. To ważne rozróżnienie, które w debacie publicznej często ginie.
Popierać Ukrainę i jednocześnie wymagać prawdy – to nie sprzeczność
Kluczowy wniosek z tekstu Szczerka jest prosty: można i należy wspierać Ukrainę w walce z rosyjską agresją, a jednocześnie odmawiać przyjęcia narracji, która zaprzecza historycznym faktom. Aleksandra Czurczak, której głos przywołany jest w materiale, wskazuje, że ukraiński gaslighting budzi niepokój właśnie dlatego, że niszczy zaufanie, które w relacjach sąsiedzkich jest bezcenne.
Pokonanie Rosji to cel nadrzędny – i Szczerek tego nie kwestionuje. Ale partnerstwo nie polega na udawaniu, że pewnych rzeczy nie było. Polska opinia publiczna nie potrzebuje ukraińskich przeprosin za każde zdanie – potrzebuje sygnału, że temat można otworzyć bez natychmiastowego odruchowego sięgania po argument rosyjskiej prowokacji.
Najczęściej zadawane pytania
O czym dokładnie pisze Szczerek?
Publicysta krytykuje powtarzający się wzorzec w ukraińskim dyskursie publicznym: zrzucanie polskiej niechęci do UPA wyłącznie na konto rosyjskiej propagandy i ignorowanie faktu zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach.
Czy autor jest przeciwnikiem Ukrainy?
Nie – jak wynika z materiału Interii, Szczerek wprost uznaje prawo Ukrainy do własnej narracji historycznej i rozumie kontekst jej walki o niepodległość. Sprzeciwia się natomiast gaslightingowi, czyli próbom przekonania Polaków, że ich historyczna pamięć jest wytworem rosyjskiej dezinformacji.
Czytaj takze: Bez niego Ziemia byłaby lodową pustynią — wszystko o efekcie cieplarnianym
Co oznacza wzmianka o skrócie „SS” w tekście Szczerka?
Szczerek odnosi się do nazistowskiej symboliki pojawiającej się na szewronach niektórych ukraińskich oddziałów wojskowych i zwraca uwagę, że próby tłumaczenia jej jako niewinnego skrótu są niepoważne.

Komentarze (0)