24.06.2026

Przemoc w berlińskich szkołach narasta. Pierwsze takie badanie w Niemczech pokazuje skalę problemu

Redakcja
Redakcja
Świat
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Ponad połowa berlińskich nauczycieli ocenia przemoc szkolną jako duży lub bardzo duży problem. Co czwarty uczeń deklaruje, że był bity lub kopany przez rówieśników. Pierwsze w Niemczech tak kompleksowe badanie przemocy szkolnej pokazuje skalę zjawiska – ale nie odpowiada na pytanie, dlaczego agresja narasta.

Ponad połowa berlińskich nauczycieli twierdzi, że przemoc w szkole to duży lub bardzo duży problem. Co czwarty uczeń był bity lub kopany przez rówieśników. Pierwsze w Niemczech tak kompleksowe badanie przemocy szkolnej, przeprowadzone na zlecenie władz Berlina, pokazuje, że problem narasta od czasów pandemii, a szkoły podstawowe są dziś w najtrudniejszej sytuacji. Przyczyny wzrostu agresji pozostają niewyjaśnione, badanie rejestruje skalę zjawiska, ale nie odpowiada na pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Najważniejsze:

Czytaj także: AI niszczy umiejętność wykrywania fake newsów? Badanie MIT pokazuje efekt, który powinien zaniepokoić polskie szkoły

  • Ponad połowa nauczycieli i pedagogów w Berlinie ocenia przemoc jako duży lub bardzo duży problem w swojej szkole.
  • Co czwarty uczeń deklaruje, że był fizycznie atakowany przez rówieśników, bity lub kopany. Dwie trzecie doświadczyło obelg.
  • Dwie trzecie nauczycieli wskazuje, że przemoc wzrosła od czasu pandemii COVID-19. Szczególnie dotknięte są szkoły podstawowe.
  • Część uczniów nie postrzega już krzyku, popychania ani wyśmiewania jako przemocy, to zdaniem autorów badania jeden z najpoważniejszych sygnałów alarmowych.
  • Trzy czwarte nauczycieli przyznaje, że zarządzanie konfliktami zakłóca normalny tok nauczania.

Skala i metoda badania

Berlińskie Barometr Konfliktów i Przemocy powstało na zlecenie senator ds. edukacji Kathariny Günther-Wünsch z CDU. Badanie objęło ponad 14 000 uczniów z berlińskich szkół oraz ponad 2500 nauczycieli i pracowników pedagogicznych. Władze Berlina podkreślają, że to pierwsza naukowa analiza przemocy szkolnej zrealizowana przez jakikolwiek kraj związkowy w Niemczech.

Czytaj także: Pierwsze odmładzanie komórek nerwowych u człowieka: przełom czy ryzykowny eksperyment?

Badanie opiera się na deklaracjach uczniów i nauczycieli, a nie na liczbach zgłoszonych incydentów. Oznacza to, że wzrost wskazywany przez pedagogów może odzwierciedlać zarówno realny przyrost agresji, jak i większą wrażliwość na jej przejawy, lub odwrotnie, mniejszą wrażliwość uczniów, którzy pewnych zachowań za przemoc już nie uznają. Obie interpretacje są możliwe i żadna nie wynika wprost z danych.

Przemoc fizyczna i słowna, liczby i ich kontekst

Niemal dwie trzecie badanych uczniów doświadczyło obelg ze strony rówieśników. Prawie połowa była ośmieszana lub zawstydzana publicznie. Około jedna czwarta deklaruje, że była bita lub kopana. Cztery procent mówi, że zostało pobitych w sposób poważny.

Warto przełożyć te proporcje na liczby bezwzględne: jedna czwarta z ponad 14 000 przebadanych uczniów to ponad 3500 osób, które deklarują doświadczenie przemocy fizycznej. To nie jest liczba marginalna, to skala porównywalna z pojemnością dużej hali widowiskowej.

Zróżnicowane były też powody incydentów. Ponad dwie piąte uczniów wskazało, że zaczęło się od błahostek. Jedna trzecia podała, że pretekstem był wygląd, styl ubioru lub budowa ciała, zarówno w realu, jak i w internecie.

Badanie nie rozstrzyga, czy skala zjawiska jest wysoka na tle innych miast lub krajów – jest pierwszym tego typu opracowaniem w Niemczech na poziomie kraju związkowego, więc punkt odniesienia po prostu nie istnieje. To samo w sobie jest informacją: przez lata brakowało nawet narzędzi do pomiaru problemu.

Nauczyciele na granicy wydolności

Łącznie ponad połowa kadry nauczycielskiej ocenia przemoc jako poważne zagrożenie dla funkcjonowania szkoły. Trzy czwarte nauczycieli przyznało, że zarządzanie konfliktami i przemocą pochłania tyle zasobów, że normalny tok nauczania jest przynajmniej częściowo zakłócony. To oznacza, że przemoc nie jest już tylko problemem społecznym, staje się bezpośrednią przeszkodą w realizacji podstawowego zadania szkoły, czyli uczenia.

Dwie trzecie nauczycieli dostrzega wzrost przemocy w porównaniu z czasami sprzed pandemii. Pedagodzy zgłosili, że uczniowie mają niższą tolerancję frustracji i gorzej kontrolują impulsy, przez co konflikty szybciej przeradzają się w akty agresji fizycznej. Co jednak wywołało tę zmianę? Badanie rejestruje obserwację nauczycieli, ale nie wyjaśnia mechanizmu. Mogą to być skutki izolacji społecznej podczas lockdownów, zaległości w rozwoju kompetencji społecznych, zwiększona ekspozycja na treści agresywne w sieci, lub kombinacja wielu czynników. Na tym etapie są to jednak hipotezy, nie fakty potwierdzone badaniem.

Szkoły podstawowe najbardziej dotknięte

Zróżnicowanie między typami szkół jest wyraźne. W szkołach podstawowych, szkołach średnich bez własnej matury i szkołach wspólnotowych przemoc jest oceniana przez nauczycieli jako szczególnie poważny problem. W gimnazjach i szkołach zawodowych odsetek wskazań jest niższy.

Senator Günther-Wünsch zaznaczyła, że niepokoi ją szczególnie sytuacja w szkołach podstawowych. Nauczyciele opisują tam dzieci, które z błahego powodu tracą panowanie nad sobą, a konflikty eskalują w tempie wcześniej niespotykanym. Gwałtowna agresja u kilkulatków to sygnał innej jakości niż bójka nastolatków, sugeruje, że problem zaczyna się znacznie wcześniej, niż dotychczas zakładano.

Badanie wskazuje też na rosnącą przemoc w internecie jako osobny, narastający problem, nieograniczony murami szkoły i działający całą dobę.

Normalizacja przemocy, niewidoczny problem

Autorzy badania zwracają uwagę na zjawisko, które może być równie groźne co same statystyki: część uczniów po prostu nie uznaje pewnych zachowań za przemoc. Krzyczenie na kogoś, popychanie, wyśmiewanie, dla wielu z nich to nie jest nic nadzwyczajnego, lecz część codzienności.

Ma to bezpośrednie konsekwencje dla wiarygodności danych. Jeśli uczniowie nie klasyfikują popychania jako przemocy, nie zgłoszą go w ankiecie jako incydentu. Rzeczywista skala zjawiska może być zatem wyższa niż pokazują liczby. Normalizacja agresji oznacza też, że szkoła mierzy się nie tylko z konkretnym zachowaniem, ale z zakorzenionym przekonaniem, że takie zachowanie jest akceptowalne.

Reakcje polityków, postulaty bez budżetu

Bildungssenatorin Günther-Wünsch stwierdziła, że wyniki to „deutliches Warnsignal”, wyraźny sygnał alarmowy, i że nie można już mówić o jednostkowych przypadkach, gdy problem dostrzega ponad połowa kadry. Jako możliwą odpowiedź senator rozważa zapewnienie psychologa szkolnego każdej placówce.

Ten ostatni postulat brzmi konkretnie, ale rodzi natychmiastowe pytania, na które badanie nie odpowiada: ile berlińskich szkół nie ma dziś własnego psychologa? Ile etatów należałoby stworzyć? Skąd wziąć środki i czy Berlin ma w budżecie rezerwy na takie działanie? Na razie jest to deklaracja kierunku, nie gotowy plan.

Beate Maedebach, przewodnicząca stowarzyszenia berlińskich dyrektorów szkół, domaga się przyspieszonej procedury usuwania ze szkoły uczniów szczególnie agresywnych i apeluje, by gospodarka tworzyła więcej miejsc szkolenia zawodowego dla uczniów z słabszymi wynikami, jej zdaniem brak perspektyw jest pożywką dla agresji. To ciekawa diagnoza, bo wskazuje na czynnik zewnętrzny wobec szkoły: rynek pracy i system kształcenia zawodowego jako element profilaktyki przemocy.

Najczęściej zadawane pytania

Co tak naprawdę mierzy to badanie, zgłoszone incydenty czy odczucia?

Badanie opiera się wyłącznie na deklaracjach uczniów i nauczycieli, nie na oficjalnych zgłoszeniach ani policyjnych statystykach. Oznacza to, że dane pokazują subiektywne doświadczenia i postrzeganie przemocy, co jest wartościowe, ale nie jest tym samym co twarda liczba udokumentowanych przypadków. Biorąc pod uwagę, że część uczniów nie uznaje popychania czy wyśmiewania za przemoc, rzeczywista skala zjawiska może być wyższa niż wskazują liczby.

Kto ponosi odpowiedzialność za przemoc w szkołach?

Badanie nie przypisuje odpowiedzialności wprost. Politycy wskazują na potrzebę systemowych zmian, więcej psychologów, szybsze procedury wobec agresywnych uczniów, więcej miejsc zawodowych. Dyrektorzy szkół zwracają uwagę na brak narzędzi do szybkiego działania. Badanie sugeruje, że problem jest wielopoziomowy: dotyka zarówno indywidualnych uczniów, jak i warunków szkolnych, sytuacji rodzinnej i szerszego kontekstu społecznego.

Co się dzieje, gdy uczeń uderzy nauczyciela lub rówieśnika?

Badanie tego nie opisuje. Beate Maedebach, przewodnicząca stowarzyszenia dyrektorów berlińskich szkół, domaga się właśnie przyspieszenia procedur wobec szczególnie agresywnych uczniów, co sugeruje, że obecne mechanizmy są jej zdaniem zbyt powolne lub niewystarczające. Konkretnych przepisów proceduralnych badanie jednak nie analizuje.

Czy inne niemieckie miasta lub kraje mają podobne problemy?

Badanie berlińskie jest według władz pierwszą tego rodzaju analizą przeprowadzoną przez jakikolwiek kraj związkowy w Niemczech. Oznacza to brak bezpośredniego punktu porównawczego na poziomie ogólnokrajowym. Nie wiadomo, czy Berlin jest wyjątkiem, czy odzwierciedla szerszy trend w całych Niemczech.

Czy przemoc naprawdę wzrosła, czy tylko więcej się o niej mówi?

Tego badanie jednoznacznie nie rozstrzyga. Dwie trzecie nauczycieli deklaruje wzrost przemocy od czasów pandemii, ale to ocena subiektywna, nie porównanie z wcześniejszymi danymi liczbowymi. Brak poprzedniego punktu odniesienia (badanie jest pierwszym tego rodzaju) sprawia, że nie można wykluczyć, że wzrosła świadomość i wrażliwość na przemoc, a nie wyłącznie jej częstotliwość.

Fot. Jewgienij Chałdej / Wikimedia Commons (Public domain)


Komentarze (0)