Rosyjska flota cieni wciąż działa. Winne są luki w systemie ubezpieczeń morskich, które omijają zachodnie sankcje.
Setki tankowców przewożą rosyjską ropę z naruszeniem zachodnich sankcji – i robią to bezkarnie. Sekret tkwi nie w samych statkach, ale w skomplikowanej sieci ubezpieczeń morskich, której Zachód wciąż nie potrafi skutecznie zablokować. A jak donoszą kolejne śledcze raporty, europejski ślad w tym procederze może być głębszy, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
Tankowce-duchy na morzach świata
Flota cieni to pojęcie, które na dobre weszło do słownika geopolitycznego od czasu wprowadzenia zachodniego limitu cenowego na rosyjską ropę. Chodzi o dziesiątki, a właściwie setki starych tankowców, które pływają pod egzotycznymi banderami, zmieniają nazwy, wyłączają transpondery i dostarczają surowiec do portów w Azji i na Bliskim Wschodzie. Formalnie omijają w ten sposób wszelkie ograniczenia nałożone przez UE, USA i Wielką Brytanię.
Problem polega na tym, że żaden statek – nawet ten z wątpliwą przeszłością – nie może wypłynąć w morze bez ubezpieczenia. I tu właśnie zaczyna się prawdziwa historia.
Ubezpieczenie: najważniejsza część układanki
Eksperci zajmujący się sankcjami od dawna wskazują, że ubezpieczenia morskie to absolutny fundament całego procederu. Bez polisy ochrony i odszkodowań (P&I) żaden poważny port nie przyjmie statku, a finansowanie ładunku jest niemożliwe. To właśnie dlatego analitycy nazywają ten segment najważniejszą częścią modelu biznesowego floty cieni.
Tradycyjnie rynek ubezpieczeń morskich był zdominowany przez zachodnich graczy – przede wszystkim londyńskie kluby P&I zrzeszone w grupie International Group. Po wprowadzeniu sankcji oficjalnie odcięły się one od rosyjskich tankowców. Ale natura nie znosi próżni – i biznes szybko znalazł alternatywę.
Skąd biorą się polisy dla statków-widm?
W lukę po zachodnich ubezpieczycielach weszły podmioty z Rosji, Indii, a także mniej oczywistych jurysdykcji. Rosyjski klub ubezpieczeniowy Ingosstrakh rozbudował swoją ofertę dla tankowców operujących poza zachodnim systemem. Pojawiły się też nowe, mało znane firmy oferujące polisy o wątpliwej wartości – branżowo nazywane captive insurance – które istnieją głównie na papierze.
Problem z takimi polisami jest podwójny. Po pierwsze, w razie wycieku ropy lub katastrofy realnie nikt nie wypłaci odszkodowania poszkodowanym. Po drugie – i to jest klucz do sprawy – zachodnie porty i instytucje finansowe teoretycznie powinny weryfikować jakość ubezpieczenia przed wpuszczeniem statku. W praktyce weryfikacja jest powierzchowna lub żadna.
Europejski ślad w systemie
Najnowsze śledcze doniesienia mediów i think-tanków zajmujących się sankcjami sugerują, że powiązania z architekturą ubezpieczeniową floty cieni mogą sięgać bliżej, niż się wydawało. Pojawiają się pytania o europejskie firmy pośredniczące, które – świadomie lub nie – mogą uczestniczyć w łańcuchu usług wspierających ten system. Chodzi o pośredników, brokerów reasekuracyjnych i firmy zarządzające ryzykiem.
Organizacje śledzące przepływy finansowe, takie jak CREA czy Kyiv School of Economics, wielokrotnie wskazywały, że dochody z rosyjskiej ropy wciąż zasilają budżet wojenny Moskwy w znaczącym stopniu. Flota cieni jest kluczowym elementem tej układanki – a jej ubezpieczeniowe zaplecze to słaby punkt, który Zachód mógłby uderzyć, gdyby miał odpowiednią wolę polityczną i narzędzia prawne.
Dlaczego sankcje są dziurawe?
Odpowiedź jest proza zachodniej biurokracji i interesów biznesowych. Nakładanie sankcji na konkretne podmioty ubezpieczeniowe wymaga twardych dowodów i długich procedur. Tymczasem sieć podmiotów celowo jest konstruowana tak, by była nieprzejrzysta – spółki-córki, spółki-córki spółek-córek, jurysdykcje w rajach podatkowych.
Do tego dochodzi lobbing branży żeglugowej i ubezpieczeniowej, która obawia się, że zbyt agresywne regulacje uderzą w legalny handel. Efekt: kolejne pakiety sankcji UE i USA zawierają nowe przepisy dotyczące floty cieni, ale eksperci oceniają ich skuteczność jako ograniczoną.
Co mogłoby zadziałać?
Eksperci wskazują na kilka kierunków. Pierwszym jest tzw. secondary sanctions – czyli sankcje nakładane nie na rosyjskie podmioty, ale na firmy z krajów trzecich, które świadczą im usługi. USA stosują to narzędzie od lat, UE była w tej kwestii bardziej ostrożna. Drugi kierunek to obowiązkowa weryfikacja ubezpieczeń w portach państw UE – każdy tankowiec wchodzący na wody europejskie musiałby przedstawić polisę od uznanego, certyfikowanego ubezpieczyciela. Trzeci to presja na kraje bandery – państwa, które rejestrują statki floty cieni za skromną opłatą, mogłyby stracić dostęp do zachodnich rynków finansowych.
Żadne z tych rozwiązań nie jest proste w implementacji. Ale jak wskazują analitycy, dopóki architektura ubezpieczeniowa floty cieni pozostaje nienaruszona, tankowce będą pływać – niezależnie od tego, ile kolejnych nazw trafi na listy sankcyjne.

Komentarze (0)