Ziemia nagrzała się już o 1,37°C – ale na lądach, gdzie żyjemy, to aż 1,9°C. Co te liczby znaczą naprawdę?
23.06.2026

Ziemia nagrzała się już o 1,37°C – ale na lądach, gdzie żyjemy, to aż 1,9°C. Co te liczby znaczą naprawdę?

Redakcja
Redakcja
Świat
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Maj 2026 był drugim najcieplejszym miesiącem od początku pomiarów. Nowe raporty naukowe pokazują, że Ziemia nagrzała się już o 1,37°C globalnie – ale na lądach, gdzie żyjemy, wzrost wynosi 1,9°C. Budżet węglowy do granicy 1,5°C wystarczy przy obecnym tempie emisji na niecałe dwa i pół roku. Co te liczby znaczą w praktyce?

Maj 2026 przeszedł do historii jako drugi najcieplejszy od początku pomiarów. Oceany od dawna biją rekordy temperatury, a w Pacyfiku formuje się El Niño. Na tym tle ponad 70 naukowców opublikowało serię raportów, które dają jednoznaczny obraz: świat nagrzewa się szybciej, niż większość rządów chce przyznać, a okno czasowe na zatrzymanie najgorszych scenariuszy domyka się w błyskawicznym tempie.

Najważniejsze:

  • Temperatura Ziemi wzrosła już o 1,37°C ponad poziom przedprzemysłowy, ale na lądach, gdzie faktycznie żyjemy, wzrost ten wynosi aż 1,9°C.
  • Budżet węglowy do przekroczenia granicy 1,5°C skurczył się do 130 mld ton CO₂, przy obecnym tempie emisji wystarczy zaledwie na dwa i pół roku.
  • Globalne emisje gazów cieplarnianych w 2024 roku osiągnęły kolejny rekord: 56,8 mld ton ekwiwalentu CO₂.
  • Morskie fale upałów trwały w 2025 roku 65 dni w ciągu roku, ponad trzy razy dłużej niż na początku lat 90.

1,37°C globalnie, 1,9°C na lądzie, dlaczego ta różnica boli nas bardziej

Kiedy media donoszą o „ociepleniu o 1,37°C”, większość ludzi wzrusza ramionami. Nieco ponad stopień, co to za różnica? Autorka raportu Copernicus i ECMWF, Sonia Seneviratne, precyzuje jednak, że ta liczba dotyczy wyłącznie człowieka: uwzględnia jedynie antropogeniczny składnik ocieplenia i uśrednia dane nad całą planetą, łącznie z oceanami, które nagrzewają się wolniej niż lądy. Jak podkreśliła Seneviratne: „Jeśli spojrzymy na temperaturę na lądach, czyli tam, gdzie żyjemy, jesteśmy na poziomie 1,9°C, znacznie wyżej. To jest często niedoceniane.”

Czytaj takze: Wycięto prawie 16 milionów drzew, aby zrobić miejsce dla farm wiatrowych

Ta różnica ma praktyczne znaczenie. Upały, susze, ekstremalne opady czy fale mrozów uderzają właśnie w lądy, w pola uprawne, miasta, infrastrukturę. Liczba 1,9°C to nie abstrakcja: to temperatura, w której żyje się, pracuje i uprawia ziemię. Globalna średnia 1,37°C, choć medialnie dominuje, ukrywa to, co odczuwamy każdego lata na własnej skórze.

Granica 1,5°C zapisana w Porozumieniu Paryskim zbliża się szybko. Przy obecnym tempie emisji miałaby zostać przekroczona około 2030 roku. Dostępny budżet węglowy, czyli ilość CO₂, którą można jeszcze wyemitować, zanim Ziemia nagrzeje się o 1,5°C, na początku 2026 roku wynosił 130 miliardów ton. Brzmi jak dużo, ale przy dzisiejszym poziomie emisji wystarczyłoby go na niespełna dwa i pół roku. Innymi słowy: przy niezmienionym kursie jesteśmy bliżej tej granicy, niż trwa jedna kadencja parlamentarna.

Emisje biją kolejny rekord, i nikt się już nie dziwi

Rok 2024 przyniósł kolejny niepochlebny rekord: 56,8 miliarda ton ekwiwalentu CO₂ trafiło do atmosfery. Emisje rosną, choć wolniej niż dawniej. Głównym winowajcą pozostaje spalanie paliw kopalnych, węgla, ropy i gazu.

Temperatura rośnie w tempie 0,27°C na dekadę. Autorzy raportu Copernicus i ECMWF przyznają, że wyniki mieszczą się w zakresie wcześniejszych modeli klimatycznych, ale plasują się w ich bardziej ekstremalnym przedziale. Toczy się też poważna debata naukowa o procesach, które mogą dodatkowo przyspieszać ocieplenie: zaburzeniach tworzenia chmur, rozmarzaniu wiecznej zmarzliny czy zwiększonym pochłanianiu ciepła przez oceany. Gdyby te mechanizmy weszły w samonapędzający się cykl, prognozy stałyby się jeszcze groźniejsze.

Czytaj takze: Podatek od mięsa, czyli jak kotlet niszczy planetę, a awokado z Peru już nie

Oceany: cicha katastrofa, której nie widać z brzegu

W oceanach naukowcy odnotowują dwa szczególnie niepokojące zjawiska. Pierwsze to rosnące nierównowaga energetyczna Ziemi: planeta pochłania coraz więcej energii słonecznej, niż oddaje w postaci promieniowania cieplnego. To wskaźnik, który mierzy nie tylko sam efekt cieplarniany, ale też to, ile energii kumuluje się w oceanach, z konsekwencjami dla cyrkulacji wód, pogody i ekosystemów morskich.

Czytaj takze: Efekt cieplarniany: naturalne zjawisko, które człowiek wzmacnia ponad miarę

Drugie zjawisko to morskie fale upałów. Według danych z 2025 roku Ziemia doświadczała ich przez 65 dni w roku, ponad trzy razy więcej niż na początku lat 90. Dla rybaków, hodowców ostryg czy operatorów raf koralowych to nie jest statystyka: to bezpośrednia utrata źródła utrzymania. Masowe odbarwienia raf koralowych, migracje ryb w chłodniejsze wody, zakwity sinic, wszystko to są praktyczne skutki temperatur, które w raportach figurują jako „anomalie oceaniczne”.

Rządy: czyste technologie rosną, ale paliwa kopalne wciąż wygrywają walkę o publiczne pieniądze

Raport Climate Action Tracker, opracowany przez NewClimate Institute, Climate Analytics i Institute for Essential Services Reform, opisuje charakterystyczny schemat, który powtarza się przy każdym wstrząsie energetycznym, w 2020 roku podczas pandemii, po 2022 roku gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, i teraz przy wzroście cen ropy. Część rządów traktuje kryzys jako impuls do przyspieszenia transformacji. Inne, i jest ich niemało, sięgają po sprawdzony odruch: publiczne dopłaty do paliw kopalnych, by ochronić konsumentów przed drożyzną.

Efekt netto jest za każdym razem podobny: dwa przeciwstawne impulsy wzajemnie się znoszą. Emisje się stabilizują, ale strukturalnego przełomu nie ma. Autorzy raportu oceniają krótkoterminowe ulgi cenowe dla konsumentów paliw krytycznie: zamiast pomagać w przejściu na tańszą i czystszą energię, utrwalają stare przyzwyczajenia i odsuwają transformację w czasie.

Jest jednak zmiana kontekstu, której wcześniej nie było: czyste technologie wyraźnie dojrzały. Od 2015 roku udział energii słonecznej i wiatrowej w globalnej produkcji prądu zwiększył się ponad trzykrotnie. W 2024 roku inwestycje w czystą energię po raz drugi z rzędu przewyższyły nakłady na paliwa kopalne. To sygnał, że ekonomika transformacji zmienia się na korzyść odnawialnych źródeł, co czyni wybór rządów coraz bardziej politycznym, a nie tylko technicznym.

Bonn, Antalya i pytanie o to, kto zapłaci rachunek

W Bonn trwają wstępne negocjacje przed tegoroczną Konferencją Klimatyczną ONZ, zaplanowaną na listopad w tureckim Antalyi. To właśnie wokół tych rozmów kumuluje się fala nowych raportów naukowych, każdy z nich ma dostarczyć delegatom twardych danych, które trudno zignorować przy stole negocjacyjnym.

Dane są twarde. Emisje rosną. Budżet węglowy topnieje. Morza się nagrzewają. A zegar tyka wyraźnie szybciej niż podczas poprzednich szczytów klimatycznych.

Najczęściej zadawane pytania

O ile stopni nagrzała się Ziemia i dlaczego liczba 1,9°C jest ważniejsza niż 1,37°C?

Według raportu Copernicus i ECMWF globalna średnia temperatura wzrosła o 1,37°C ponad poziom przedprzemysłowy, ale ta liczba obejmuje też oceany, które nagrzewają się wolniej. Na lądach, gdzie żyją i pracują ludzie, wzrost wynosi już 1,9°C. To tam odczuwamy upały, susze i ekstremalne zjawiska pogodowe, dlatego liczba lądowa lepiej oddaje, z czym mamy do czynienia w codziennym życiu.

Co to jest budżet węglowy i dlaczego ma się skończyć tak szybko?

Budżet węglowy to całkowita ilość CO₂, którą można jeszcze wyemitować, zanim globalna temperatura przekroczy próg 1,5°C z Porozumienia Paryskiego. Na początku 2026 roku wynosił 130 miliardów ton. Ponieważ globalne emisje w 2024 roku osiągnęły rekord 56,8 miliarda ton ekwiwalentu CO₂ rocznie, przy niezmienionym tempie budżet wyczerpie się w niespełna dwa i pół roku.

Kiedy może zostać przekroczona granica 1,5°C?

Przy obecnym tempie emisji autorzy raportu szacują, że nastąpi to około 2030 roku. To perspektywa jednej kadencji rządowej, nie odległa przyszłość, lecz horyzont bieżących decyzji politycznych i inwestycyjnych.

Czy są jakieś pozytywne sygnały w walce ze zmianami klimatu?

Tak, choć z zastrzeżeniem. Od 2015 roku udział energii słonecznej i wiatrowej w globalnej produkcji prądu wzrósł ponad trzykrotnie, a w 2024 roku inwestycje w czystą energię po raz drugi z rzędu przewyższyły nakłady na paliwa kopalne. To realny postęp, ale autorzy raportów podkreślają, że samo tempo wzrostu odnawialnych źródeł nie wystarczy, jeśli równolegle emisje z paliw kopalnych wciąż rosną i nie spadają wystarczająco szybko.

Fot. Siarhei Nester / Pexels


Komentarze (0)