Coraz więcej firm używa pracowników do trenowania AI, która ma ich zastąpić. Reportażysta Marek Szymaniak opisuje nową rzeczywistość rynku pracy - i nie ma dobrych wiadomości dla klasy średniej.
Wyobraź sobie, że pracodawca patrzy ci w oczy i mówi wprost: to, co teraz robisz, za kilka miesięcy będzie robić algorytm. A przy okazji – pomóż nam go nauczyć. Brzmi jak czarny scenariusz z serialu sci-fi? To już dzieje się w polskich i zagranicznych biurach.
Marek Szymaniak, dziennikarz i autor książki Młócka. Reportaże o pracy przyszłości, w rozmowie z Onetem opisał zjawisko, które coraz częściej pojawia się w korporacyjnej rzeczywistości. Firmy stopniowo redukują zespoły, bo kolejne zadania przejmuje sztuczna inteligencja. Ci, którzy jeszcze nie dostali wypowiedzenia, są angażowani do… trenowania modeli językowych, które mają zastąpić ich samych. – Jeszcze siedzisz na tym stołku, ale każą ci piłować jego nogi – mówi Szymaniak.
To nie jest metafora wyjęta z akademickiego raportu. To konkretne sytuacje, które reportażysta zbierał podczas rozmów z pracownikami różnych branż. Specjaliści od obsługi klienta, analitycy danych, copywriterzy, junior developerzy – wszyscy oni w różnym stopniu czują oddech automatyzacji na karku. I coraz częściej ten oddech ma twarz nie maszyny, ale własnego pracodawcy, który po prostu mówi otwarcie: tak, jesteś tymczasowy.
Klasa średnia w pułapce
Przez lata to właśnie klasa średnia – wykształcona, pracująca przy biurku, obsługująca komputer – czuła się bezpieczna. Automatyzacja miała zagrażać przede wszystkim pracownikom fizycznym: spawaczom, kasjerom, pracownikom magazynów. Roboty wjeżdżają na hale produkcyjne od dekad. Ale AI uderzyła tam, gdzie nikt się nie spodziewał – w ludzi z wyższym wykształceniem, znających języki, siedzących w open space’ach.
Modele językowe takie jak te napędzające popularne chatboty potrafią dziś pisać teksty, analizować dokumenty prawne, tworzyć prezentacje, odpowiadać na maile klientów i generować kod. Wszystko to były zadania zarezerwowane dla specjalistów z kilkuletnim doświadczeniem i niemałymi oczekiwaniami finansowymi. Teraz te same zadania można wykonać szybciej i taniej – i to jest właśnie źródło lęku, który Szymaniak opisuje jako jeden z głównych tematów swojej książki.
Co istotne – ten lęk nie jest irracjonalny. Raporty firm konsultingowych od miesięcy wskazują, że to właśnie zawody wymagające pracy z tekstem, danymi i komunikacją są najbardziej narażone na automatyzację w najbliższych latach. Prawnicy, dziennikarze, analitycy finansowi, specjaliści HR – wszyscy są na listach zawodów, które AI potrafi już częściowo zastąpić.
Trenuj bota, który cię zwolni
Najbardziej mroczna część tego zjawiska to właśnie to, o czym mówi Szymaniak – wykorzystywanie pracowników jako trenerów własnych następców. Procedura wygląda mniej więcej tak: pracownik dostaje zadanie oznaczania danych, poprawiania odpowiedzi algorytmu, oceniania jakości tekstu wygenerowanego przez AI. Nie wie, że właśnie dostarcza systemowi wiedzy, której ten potrzebuje, żeby wykonywać jego pracę autonomicznie.
To zjawisko ma nawet swoją nazwę w anglojęzycznej literaturze branżowej – ghost work lub praca przy RLHF (Reinforcement Learning from Human Feedback). Polega na tym, że ludzie uczą model, jak reagować, co jest poprawne, a co nie. To żmudna, niewidoczna robota, która sprawia, że chatboty stają się coraz lepsze. I coraz bardziej zbędna staje się ludzka praca, którą te chatboty naśladują.
Szymaniak podkreśla, że tym, co robi na nim największe wrażenie, jest właśnie ta cyniczna transparentność niektórych pracodawców. Nie ma tu nawet udawania, że sytuacja jest inna. Firma wprost komunikuje: jesteś tymczasowy, pomóż nam zbudować twój zamiennik, a my damy ci jeszcze trochę czasu. To nowy rodzaj relacji pracownik-pracodawca – i jest w niej coś głęboko niepokojącego.
Co z tego wynika dla zwykłego człowieka?
Przede wszystkim – nie ma sensu chować głowy w piasek. Szymaniak w swoich reportażach nie maluje apokalipsy, ale uczciwie pokazuje, że rewolucja AI nie jest przyszłością, lecz teraźniejszością. Już teraz wiele firm w Polsce i za granicą podejmuje decyzje o strukturze zatrudnienia właśnie pod kątem tego, co może przejąć algorytm.
Eksperci rynku pracy od pewnego czasu powtarzają, że kluczem do przetrwania nie jest ucieczka od technologii, lecz umiejętność pracy razem z nią. Tzw. prompt engineering, czyli umiejętność efektywnego komunikowania się z modelami AI, stał się w krótkim czasie poszukiwaną kompetencją. Podobnie jak zdolność do krytycznego oceniania tego, co AI produkuje – bo algorytm wciąż popełnia błędy, których człowiek powinien pilnować.
Ale to nie zmienia faktu, że ta rewolucja ma swoich przegranych – i nie są to tylko pracownicy fizyczni sprzed dekady. Tym razem siedzą przy biurkach, mają kredyty, dzieci w szkole i mieszkania na obrzeżach dużych miast. I właśnie ten obraz – klasy średniej złapanej w pułapkę między starymi kwalifikacjami a nową rzeczywistością – jest według Szymaniaka jednym z najważniejszych społecznych tematów najbliższych lat. – Ta rewolucja może rozjechać wielu pracowników na miazgę – ostrzega.

Komentarze (0)