Polski system ochrony zdrowia od lat balansuje na granicy wydolności. Kolejki do specjalistów wydłużają się do absurdalnych rozmiarów, oddziały szpitalne są zamykane, a pacjenci coraz częściej słyszą, że „środków brak”. W tym samym czasie Ministerstwo Zdrowia bez większego problemu znajduje 320 tysięcy złotych na działania promocyjne w popularnym programie rozrywkowym „Top Model” emitowanym przez TVN. Ta decyzja wywołała burzę - i trudno się temu dziwić.
Reklama w TVN
W dziewiątym odcinku programu uczestnicy zostali zaangażowani w zadanie polegające na przygotowaniu krótkich materiałów zniechęcających do palenia papierosów. Nagrodą miał być udział w kampanii prozdrowotnej Ministerstwa Zdrowia. Sama nazwa resortu została w programie wyeksponowana kilkukrotnie, co – jak się później okazało – nie było bezpłatne. Resort zapłacił za tę współpracę dokładnie 320 tysięcy złotych z budżetu przeznaczonego na działania promocyjne i edukacyjne.
Oficjalna linia ministerstwa jest jasna: chodziło o dotarcie do młodych odbiorców, którzy nie reagują na tradycyjne kampanie społeczne. „Top Model” ma średnią oglądalność przekraczającą milion widzów i – zdaniem urzędników – realny wpływ na postawy młodego pokolenia. Kampania wpisywała się w projekt „Planuję długie życie” i miała w atrakcyjnej, rozrywkowej formie pokazać skutki palenia papierosów.
System w kryzysie
Problem polega jednak na tym, że ta „atrakcyjna forma” pojawia się w momencie, gdy system ochrony zdrowia znajduje się w stanie głębokiego kryzysu. Brakuje pieniędzy na leczenie zaćmy, refundację leków dla seniorów, podstawowe badania diagnostyczne czy utrzymanie oddziałów szpitalnych. Sama minister zdrowia zapowiadała niedawno możliwość ograniczeń w refundacji leków dla osób starszych i dzieci. W tym kontekście wydanie kilkuset tysięcy złotych na obecność w programie typu talent show budzi poważne pytania o hierarchię priorytetów państwa.
Politycy opozycji nie kryją oburzenia. Ich zdaniem mamy do czynienia nie tylko z marnotrawstwem publicznych pieniędzy, ale również z próbą „kupowania przychylności” dużej stacji telewizyjnej. Padają mocne słowa o skandalu i wstydzie, a cała sprawa staje się kolejnym elementem ostrego sporu politycznego.
Ale nawet abstrahując od partyjnych emocji, pozostaje zasadnicze pytanie: czy w kraju, w którym pacjenci zbierają pieniądze na leczenie w internecie, państwo powinno finansować marketing w komercyjnych programach rozrywkowych? Edukacja zdrowotna jest ważna – nikt tego nie kwestionuje. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że granica między realną profilaktyką a kosztownym PR-em zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Wizerunkowa wtopa
W teorii 320 tysięcy złotych to niewielka kwota w skali całego budżetu zdrowia. W praktyce to pieniądze, które mogłyby sfinansować setki badań profilaktycznych, zabiegi dla konkretnych pacjentów lub realne wsparcie dla przeładowanych placówek medycznych. Dla osób czekających miesiącami na pomoc każda taka suma przestaje być „symboliczna”.
Cała sprawa pokazuje szerszy problem: oderwanie decydentów od codziennego doświadczenia pacjentów. Gdy system ledwo zipie, każda decyzja wydatkowa powinna być nie tylko legalna, ale też moralnie obroniona. A trudno przekonać społeczeństwo, że udział resortu zdrowia w programie „Top Model” jest pilniejszy niż leczenie realnych ludzi.
To nie jest tylko spór o jeden program telewizyjny. To pytanie o to, czy zdrowie publiczne ma być zarządzane jak marka, czy jak fundament państwa. I czy władza potrafi jeszcze odróżnić jedno od drugiego.

Komentarze (0)