29.01.2026

Najpierw mieszkanie, potem dzieci. Jak kryzys mieszkaniowy napędza frustrację młodego pokolenia

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Własne mieszkanie wciąż pozostaje jednym z najważniejszych życiowych celów Polaków. Problem w tym, że dla coraz większej części młodego pokolenia to marzenie oddala się w tempie, które trudno ignorować. Najnowszy raport mieszkaniowy IBRiS przygotowany we współpracy ze Szkołą Główną Handlową pokazuje skalę kryzysu - i narastającą frustrację, która zaczyna mieć realne konsekwencje demograficzne.

Dla większości młodych odpowiedź na pytanie „kiedy dzieci?” brzmi dziś: najpierw mieszkanie. A skoro mieszkania nie ma, decyzja o rodzicielstwie zostaje odłożona na nieokreśloną przyszłość.

Brak własnego lokum jako bariera życiowa

Aż 69 proc. badanych wskazuje, że brak mieszkania stanowi istotną przeszkodę w decyzji o posiadaniu dzieci. Jeszcze bardziej przygnębiające są dane dotyczące dostępności mieszkań – 81 proc. osób w wieku 18–29 lat uważa, że dziś zdobycie własnego lokum jest trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Efektem jest zjawisko „gniazdownictwa”, czyli długotrwałego mieszkania z rodzicami lub dziadkami. Dotyczy ono ponad jednej trzeciej osób w wieku 18–24 lata oraz niemal co czwartego Polaka między 25. a 35. rokiem życia. Badacze nie mają wątpliwości: to nie kwestia wygody, lecz finansowej konieczności.

Ponad połowa młodych otwarcie przyznaje, że nie stać ich na zakup mieszkania, a 35 proc. nie ma środków nawet na najem na rynku prywatnym. Tylko niewielka część deklaruje, że mieszka z rodziną z wyboru.

Najem? Tylko tymczasowo

Choć w wielu krajach Europy Zachodniej najem długoterminowy jest normą, w Polsce wciąż dominuje silna kultura własności. Zaledwie 4 proc. badanych wolałoby najmować mieszkanie zamiast je kupić, a tylko 1 proc. wyobraża sobie życie w najmie na stałe.

Co istotne, presja posiadania dotyka już najmłodszych. Aż 91 proc. osób w wieku 18–24 lata wybrałoby zakup mieszkania, gdyby rata kredytu była równa czynszowi. Co więcej, nawet przy racie o połowę wyższej niż koszt najmu, aż 77 proc. najmłodszych nadal zdecydowałoby się na kredyt. Wraz z wiekiem skłonność do ryzyka maleje, ale cel pozostaje ten sam – własność.

To pokazuje, jak głęboko zakorzenione jest przekonanie, że pieniądze wydawane na czynsz są „stracone”, a spłata kredytu – nawet kosztowna – buduje bezpieczeństwo na przyszłość.

Własność równa się bezpieczeństwo

Dla wielu respondentów mieszkanie to nie tylko dach nad głową, ale fundament stabilności. Obawy o przyszłość, szczególnie o okres emerytalny, wzmacniają niechęć do najmu. Panuje przekonanie, że czynsze będą rosły, a dochody na starość – niekoniecznie.

Najem postrzegany jest jako stan przejściowy, nie sprzyjający „urządzaniu się” ani budowaniu poczucia przynależności. Nawet lokale publiczne czy komunalne nie są traktowane jako realna alternatywa dla własności.

Problem w tym, że jednocześnie ponad połowy badanych nie stać dziś na kredyt hipoteczny. Ta sprzeczność – silna potrzeba posiadania przy jednoczesnym braku możliwości finansowych – napędza frustrację i poczucie systemowej niesprawiedliwości.

Państwo potrzebne, ale nie doraźnie

Respondenci jasno komunikują, że oczekują długofalowej polityki mieszkaniowej, a nie jednorazowych programów czy wyborczych obietnic. Dwie trzecie badanych uważa, że państwo powinno wspierać regularne oszczędzanie, a ponad 40 proc. wskazuje na konieczność pomocy przy zakupie pierwszego mieszkania.

To właśnie ten kierunek rekomendują autorzy raportu. Skoro własność pozostaje nadrzędnym celem młodych Polaków, polityka mieszkaniowa powinna uwzględniać ten fakt, zamiast próbować go zmieniać wbrew społecznym oczekiwaniom.

Społeczne mieszkalnictwo w odwrocie

Raport bezlitośnie obnaża słabość budownictwa społecznego. Lokale oferowane przez TBS-y czy państwowe spółki praktycznie nie funkcjonują w świadomości młodych ludzi – głównie z powodu niskiej dostępności i braku informacji.

Dane są wymowne: w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku oddano zaledwie 622 mieszkania w tym segmencie, podczas gdy prywatni deweloperzy zbudowali ponad 90 tysięcy lokali. Respondenci dopuszczają nawet przekazanie budownictwa społecznego w ręce deweloperów, pod warunkiem silnego nadzoru państwa.

Jednocześnie nie są wobec nich bezkrytyczni – oczekują lepszej jakości, większej dbałości o przestrzeń i niższych cen. Kluczowe słowo powtarza się jednak niezmiennie: dostępność.

Frustracja, która ma konsekwencje

Kryzys mieszkaniowy przestał być wyłącznie problemem rynku nieruchomości. Stał się jednym z głównych czynników wpływających na decyzje życiowe, dzietność i poczucie bezpieczeństwa młodego pokolenia.

Brak mieszkania to dziś nie tylko brak adresu, ale bariera w dorosłość. A im dłużej państwo nie znajdzie skutecznych, stabilnych rozwiązań, tym większa będzie luka między aspiracjami młodych a rzeczywistością, w której przyszło im żyć.

Komentarze (0)