Na granicy polsko-niemieckiej w Lubieszynie pojawiła się grupa Polaków, która postanowiła pomóc Straży Granicznej. Mieszkańcy przyjechali tam z własnej woli, by – jak mówią – wspierać służby i zadbać o bezpieczeństwo naszego kraju. Chodzi o nielegalnych migrantów, którzy próbują przedostać się z Polski do Niemiec. Po tym jak nasi zachodni sąsiedzi wprowadzili kontrole graniczne, wielu […]
Na granicy polsko-niemieckiej w Lubieszynie pojawiła się grupa Polaków, która postanowiła pomóc Straży Granicznej. Mieszkańcy przyjechali tam z własnej woli, by – jak mówią – wspierać służby i zadbać o bezpieczeństwo naszego kraju.
Chodzi o nielegalnych migrantów, którzy próbują przedostać się z Polski do Niemiec. Po tym jak nasi zachodni sąsiedzi wprowadzili kontrole graniczne, wielu cudzoziemców nie zostaje wpuszczonych do Niemiec – i zostają po naszej stronie. Właśnie to zaniepokoiło część obywateli, którzy postanowili sami przyjechać pod przejście i „pomóc w pilnowaniu”.
Około 30 osób przez kilka dni stało w pobliżu granicy. Jak zapewniają, nie używają przemocy – tylko obserwują sytuację i wzywają służby, jeśli coś ich zaniepokoi. Twierdzą, że nie mają zaufania do decyzji polityków i chcą wziąć sprawy w swoje ręce.
Tymczasem mieszkańcy pogranicza skarżą się na długie kolejki i problemy z dojazdami – wszystko przez niemieckie kontrole. Wielu ludzi codziennie jeździło do pracy, sklepów czy lekarza po drugiej stronie granicy. Teraz to się zmieniło. Lokalne firmy już odczuwają mniejszy ruch i spadek klientów.
Sprawa trafiła nawet do europosłów i polskiego rządu. Coraz więcej polityków mówi otwarcie: Niemcy łamią zasady strefy Schengen i nie szanują unijnych ustaleń. Pojawiają się też głosy, że decyzja Berlina ma związek z niemieckimi wyborami i strachem przed utratą poparcia.
Choć sytuacja w Lubieszynie może wydawać się spokojna, to pokazuje rosnące napięcie na zachodniej granicy. I coraz większe rozczarowanie obywateli tym, jak wygląda dziś „wspólna Europa”.

Komentarze (0)