06.10.2025

Polacy w litewskim rządzie. Co to oznacza?

Dorian Skrzypnik
Dorian Skrzypnik
Polityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Na Litwie zaprzysiężono nowy rząd, który wzbudził spore zainteresowanie także w Polsce. Po raz pierwszy od kilku lat w gabinecie znalazło się dwóch etnicznych Polaków – Władysław Kondratowicz, który utrzymał funkcję ministra spraw wewnętrznych, oraz Rita Tamašunienė z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie–Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR), obejmująca resort sprawiedliwości.

To wydarzenie ma znaczenie nie tylko symboliczne – bo choć Polacy są na Litwie autochtoniczną mniejszością, ich udział w życiu politycznym kraju od lat pozostaje ograniczony.

Nowy rząd powstał po głośnej aferze, która doprowadziła do dymisji premiera Gintautasa Paluckasa. Ujawniono, że firma powiązana z jego rodziną otrzymała unijną dotację, z której miała korzystać spółka z jego udziałem. Reakcja litewskiej klasy politycznej była błyskawiczna – premier ustąpił w ciągu kilku tygodni, a ster rządów objęła Inga Ruginienė, 44-letnia działaczka związkowa, wcześniej pozbawiona politycznego doświadczenia. Dla Litwy to niecodzienna zmiana, dla Polaków – nowa szansa na odświeżenie relacji w ramach koalicji.

Socjaldemokraci, chcąc zatrzeć złe wrażenie po aferze, dokonali szerokiej rekonstrukcji politycznej. Z koalicji wyrzucono ugrupowanie byłego premiera Sauliusa Skvernelisa, a w jego miejsce zaproszono Litewski Związek Chłopów i Zielonych oraz właśnie AWPL-ZChR. To decyzja nieoczywista – bo choć partia Waldemara Tomaszewskiego ma w Seimasie zaledwie trzech posłów, to ich udział w koalicji można odczytywać jako gest uznania wobec mniejszości polskiej, a także chęć wzmocnienia rządu wizerunkowo po okresie kryzysu.

Minister Tamašunienė stoi teraz przed trudnym zadaniem. Jej resort może stać się narzędziem realnych zmian – szczególnie w obszarach, które od lat budzą napięcia: pisownia polskich nazwisk, prawo do dwujęzycznych tablic czy ochrona polskiego szkolnictwa. Choć Litwa formalnie uznaje mniejszości narodowe, w praktyce wciąż stosuje podwójne standardy. Państwowa Inspekcja Językowa regularnie ściga samorządy za polskie napisy w przestrzeni publicznej, a podręczniki w języku polskim często są blokowane lub ograniczane.

Sytuację komplikuje też fakt, że w tym samym rządzie znalazł się kontrowersyjny polityk Remigijus Žemaitaitis, oskarżany o antysemickie wypowiedzi. Choć został wcześniej potępiony przez litewski Sąd Konstytucyjny, jego ugrupowanie zdobyło silną pozycję w parlamencie. Obecność takich postaci pokazuje, jak niestabilna i emocjonalna pozostaje litewska scena polityczna – oraz jak trudne może być budowanie zrównoważonej koalicji, w której Polacy chcą odegrać konstruktywną, a nie tylko symboliczną rolę.

Po 35 latach litewskiej niepodległości Polacy na Wileńszczyźnie wciąż zmagają się z ograniczeniami, które nie przystają do standardów europejskich. Dyskryminacja instytucjonalna, problemy z reprywatyzacją czy marginalizacja w oświacie pozostają codziennością. Obecność Rity Tamašunienė w rządzie daje jednak nadzieję, że po raz pierwszy od dawna ktoś z rządowej ławy zacznie mówić o tych sprawach głośno. Pytanie tylko, czy litewski establishment będzie gotowy słuchać.

Komentarze (0)