Przez dekady astronomowie byli zgodni: Słońce pochłonie Ziemię. Nowe europejskie badanie kwestionuje ten wyrok – jeśli Słońce straci odpowiednio dużo masy, nasza planeta może przetrwać i nadal krążyć wokół białego karła. Wynik zależy od równowagi sił, których dawniejsze modele nie obliczały poprawnie.
Przez dekady astronomowie mieli ponury konsensus: za kilka miliardów lat puchnące Słońce pochłonie Ziemię bez śladu. Nowa europejska analiza burzy ten pewnik i otwiera drzwi do zaskakującego scenariusza, w którym nasza planeta może przetrwać agonię swojej gwiazdy.
Najważniejsze:
- Nowe obliczenia sugerują, że Ziemia mogłaby ocalić się przed pochłonięciem przez Słońce i nadal je okrążać jako biały karzeł.
- Kluczowa jest równowaga między utratą masy przez Słońce a siłami pływowymi, wcześniejsze modele zawyżały wpływ tych drugich, co fałszywie skazywało Ziemię na zagładę.
- Merkury i Wenus są uznane za stracone. Los Ziemi pozostaje niepewny i zależy od tego, ile masy Słońce faktycznie utraci w końcowej fazie życia.
- Badanie zostało opublikowane w piśmie naukowym „Astronomy & Astrophysics”.
Co Słońce zrobi za pięć miliardów lat
Za mniej więcej pięć miliardów lat Słońce wyczerpie wodór w swoim jądrze. Wtedy Słońce zacznie się radykalnie zmieniać: najpierw rozrośnie się do rozmiarów czerwonego olbrzyma, potem odrzuci zewnętrzne warstwy, a na koniec zgaśnie jako biały karzeł, czyli bardzo gęsty i powoli stygnący szczątek gwiezdny. Ten scenariusz nie budzi wątpliwości. Sporna była odpowiedź na pytanie, co w tym czasie stanie się z Ziemią.
Wcześniejsze modele najczęściej przewidywały, że nasza planeta zostanie wciągnięta w zewnętrzne warstwy rozdętego Słońca i przepadnie. Merkur i Wenus, stojące bliżej gwiazdy, miały zniknąć jako pierwsze. Dla Ziemi też nie widziano ratunku.
Dwie siły, które decydują o wszystkim
Nowe badanie, którego głównym autorem jest astrofizyk Mathias Esseldeurs, wskazuje, że los Ziemi zależy od wyścigu dwóch przeciwstawnych sił.
Pierwsza to utrata masy przez Słońce. W końcowej fazie życia gwiazda traci ogromne ilości materii. Słabsza grawitacja oznacza, że planety mogą powoli dryfować na szersze orbity, oddalając się od niebezpiecznie pęczniejącej gwiazdy. Gdyby Ziemia odpłynęła wystarczająco daleko, uniknęłaby pochłonięcia.
Druga siła działa w przeciwnym kierunku: chodzi o tzw. siły pływowe. Ogromne, rozdęte Słońce oddziałuje na orbitującą planetę jak hamulec, spowalniając ją i przyciągając bliżej centrum. To właśnie ten mechanizm był wcześniej uważany za dominujący, dawniejsze modele przeceniały jego siłę, co automatycznie skazywało Ziemię na zagładę.
Autorzy badania zastosowali nowocześniejsze obliczenia sił pływowych. Wynika z nich, że ich wpływ jest słabszy, niż dotąd zakładano, poprzednie analizy po prostu go zawyżały. Jednocześnie utrata masy przez Słońce może okazać się na tyle duża, że orbita Ziemi przesunie się odpowiednio daleko na zewnątrz. W tym scenariuszu Ziemia nie tylko przeżywa, ale nadal krąży wokół ostudzonego białego karła.
Główna niewiadoma: ile masy straci Słońce
Autorzy badania ostrzegają przed pochopnym ogłaszaniem Ziemi ocaloną. Kluczową niewiadomą pozostaje to, ile masy Słońce faktycznie straci w swojej ostatniej fazie. Jeśli ten ubytek okaże się mniejszy niż przyjęto w modelach, siły pływowe mogą znów wziąć górę, a Ziemia i tak wpadnie w pułapkę rozrastającej się gwiazdy. Ostateczny wyrok należy do precyzji przyszłych obserwacji Słońca i lepszego zrozumienia jego ewolucji.
Nowe obliczenia nie skreślają groźnego scenariusza, tylko przywracają Ziemi szansę, której wcześniej jej odmawiały. Ta debata ma też szersze znaczenie: pokazuje, jak bardzo nasze modele ewolucji gwiazd, nawet tej najbliższej, są wciąż niepewne, gdy mówimy o procesach rozgrywających się na skalę miliardów lat. To przestroga dla planetologii i astrofizyki: tam, gdzie wydawało się, że nauka powiedziała ostatnie słowo, nowe metody obliczeniowe potrafią wywrócić konsensus do góry nogami.
Fot. Dennis Ariel / Pexels

Komentarze (0)