Pomalowana mysz, tusz wstrzyknięty pod skórę żaby, dane skopiowane między różnymi eksperymentami — metody klasycznych fałszerzy naukowych były zadziwiająco prymitywne. Dziś indywidualny hochsztapler to przeżytek: według badania z University of Illinois liczba sfałszowanych publikacji rośnie prawie dziesięć razy szybciej niż całość literatury naukowej, a za procederem stoją zorganizowane sieci paper mills wspomagane sztuczną inteligencją.
Czarny flamaster zamiast przeszczepu skóry, tusz pod skórą żaby udający dziedziczną cechę, dane skopiowane między zupełnie różnymi eksperymentami, historia nauki zna metody fałszerskie zadziwiająco prymitywne jak na ludzi z tytułami doktorskimi. Dziś jednak indywidualny hochsztapler to już przeżytek: fałszerstwo naukowe przekształciło się w zorganizowany przemysł, który hurtowo produkuje nieprawdziwe badania, coraz częściej z pomocą sztucznej inteligencji.
Najważniejsze:
- Historia nauki zna dziesiątki spektakularnych fałszerstw, od malowanych zwierząt po zmyślone odkrycia pierwiastków chemicznych i sklonowanych komórek macierzystych
- Według badania zespołu z University of Illinois opublikowanego w Proceedings of the National Academy of Sciences liczba wycofywanych, sfałszowanych publikacji rośnie prawie dziesięć razy szybciej niż liczba publikacji naukowych w ogóle
- Za częścią fałszerstw stoją zorganizowane sieci tzw. paper mills, firm piszących naukowe artykuły na zamówienie, oraz pośrednicy załatwiający miejsce publikacji w czasopismach
- Najwięcej fałszywych prac pochodzi z biomedycyny, a badacz Bernhard Sabel z Uniwersytetu w Magdeburgu wskazuje, że najwięcej sfałszowanych publikacji trafia do obiegu z Chin i Indii
Od prymitywu do wyrafinowania: ewolucja metod fałszerskich
Kiedy spojrzeć na klasyczne skandale naukowe jeden po drugim, widać niepokojący wzorzec: metody fałszerzy stawały się z czasem coraz mniej widoczne gołym okiem. Austriacki biolog Paul Kammerer na początku lat dwudziestych XX wieku ogłosił, że ropuchy w jego laboratorium wykształciły nowe cechy fizyczne i przekazały je potomstwu. Sprawa wyszła na jaw dopiero po latach, gdy amerykański zoolog zbadał ostatni zachowany okaz i odkrył, że rzekome zgrubienia na palcach żaby to zwyczajny tusz wstrzyknięty pod skórę. Kammerer zaprzeczał manipulacji do końca, po ujawnieniu afery odebrał sobie życie, a kto naprawdę sfałszował okaz, nigdy nie ustalono.
Podobny schemat, oszustwo możliwe do zdemaskowania przez każdego, kto naprawdę spojrzy, powtórzył się kilkadziesiąt lat później. Amerykański immunolog William Summerlin twierdził w 1974 roku, że udało mu się przeszczepić skórę między genetycznie różnymi myszami, co byłoby przełomem w medycynie transplantacyjnej. Ciemne plamy na białych myszach, które miały być dowodem sukcesu, okazały się po prostu narysowane czarnym flamastrem. Jedno i drugie fałszerstwo dało się zdemaskować właściwie bez specjalistycznej aparatury, wystarczyło uważnie popatrzeć.
Kolejne pokolenie fałszerzy postawiło już na dane liczbowe, których weryfikacja wymagała dostępu do surowych plików. Bułgarsko-amerykański fizyk Victor Ninov, pracujący w Lawrence Berkeley National Laboratory, ogłosił w 1999 roku odkrycie dwóch nowych, superciężkich pierwiastków chemicznych. Wyniki opublikowano i świętowano na całym świecie, dopóki żadne inne laboratorium nie zdołało ich powtórzyć. Wewnętrzna kontrola danych surowych wykazała, że kluczowe pomiary Ninov po prostu wymyślił. Studium opublikowano, cofnięto w 2001 roku, a Ninov rok później stracił pracę.
Czytaj także: Przemysłowe fałszerstwo naukowe: jak działa system, który niszczy wiarygodność badań
Jeszcze subtelniej działał Jan Hendrik Schön: między 1998 a 2001 rokiem publikował pracę naukową średnio co osiem dni, często w prestiżowych czasopismach „Science” i „Nature”, opisując rzekome przełomy w tranzystorach molekularnych i nadprzewodnikach organicznych. Podejrzenia wzbudziły dopiero identyczne dane pojawiające się w opisach zupełnie różnych eksperymentów. Komisja śledcza ustaliła, że sfałszował lub zmyślił dane w co najmniej szesnastu pracach, żeby to zauważyć, trzeba było zestawić ze sobą dziesiątki artykułów z kilku lat.
Fałszerstwo z konsekwencjami dla zdrowia publicznego, gdy oszustwo wychodzi z laboratorium
Część fałszerstw miała skutki wykraczające daleko poza środowisko akademickie. Południowokoreański badacz Hwang Woo Suk twierdził w 2004 roku, że jako pierwszy na świecie pozyskał ludzkie komórki macierzyste z klonowanych zarodków. Komisja śledcza potwierdziła w 2006 roku, że żadnej z zapowiadanych linii komórkowych nie udało się potwierdzić, a dane były sfałszowane. Mimo skandalu i zwolnienia z uczelni Hwang kontynuował klonowanie zwierząt, w tym psów, już dla prywatnej firmy.
Niderlandzki psycholog społeczny Diederik Stapel prowadził badania na tyle atrakcyjne medialnie, że chętnie cytowały je redakcje na całym świecie, sprawdzał między innymi, czy myślenie o jedzeniu mięsa zmniejsza skłonność do zachowań prospołecznych, albo czy zaśmiecone otoczenie wzmacnia u ludzi tendencje dyskryminacyjne. W 2011 roku okazało się, że sfałszował dane w co najmniej pięćdziesięciu pięciu przypadkach. Sam przyznał się do manipulacji i oddał tytuł doktora.
Za największy kontekst porównawczy dla tych historii warto przyjąć jednak pewną zasadę: im bardziej wyniki badania nadawały się do nagłówków, tym chętniej redakcje je cytowały, i tym mniejsza była presja, żeby je sprawdzić. Stapel to pod tym względem podręcznikowy przykład: jego odkrycia były tak medialne, że dziennikarze i redaktorzy naukowi niejako sami prosili się o bycie oszukanymi.
Zestawienie największych skandali
| Badacz | Dziedzina | Na czym polegało fałszerstwo | Skutki poza nauką |
|---|---|---|---|
| Paul Kammerer | biologia | tusz wstrzyknięty w skórę żaby udający cechę dziedziczną | brak bezpośrednich |
| William Summerlin | medycyna transplantacyjna | przeszczep skóry namalowany flamastrem | brak bezpośrednich |
| Victor Ninov | fizyka | zmyślone pomiary rzekomo nowych pierwiastków | zmarnowane zasoby laboratoriów próbujących replikacji |
| Jan Hendrik Schön | fizyka | identyczne dane w różnych eksperymentach | błędne kierunki badań w elektronice |
| Hwang Woo Suk | biologia/medycyna | niepotwierdzone linie klonowanych komórek macierzystych | opóźnienie rzetelnych badań nad klonowaniem |
| Diederik Stapel | psychologia społeczna | dane sfałszowane w co najmniej 55 badaniach | fałszywe podstawy dla polityki społecznej |
Kiedy hochsztapler zastąpił go algorytm: przemysłowa skala współczesnych fałszerstw
Powyższe historie łączy jedno: za każdą stała pojedyncza osoba albo mały zespół, który chciał zrobić karierę na wyniku, jakiego naprawdę nie osiągnął. Współczesne fałszerstwo naukowe wygląda już inaczej. Jak wynika z badania zespołu z University of Illinois opublikowanego w Proceedings of the National Academy of Sciences, liczba fałszywych publikacji rośnie prawie dziesięć razy szybciej niż liczba publikacji naukowych w ogóle. Badacze przeanalizowali duże bazy publikacji i zauważyli, że w wielu wycofanych tekstach powtarzały się te same sfałszowane wykresy i zdjęcia, ślad po dobrze zorganizowanych sieciach produkujących fałszywą naukę seryjnie.
Bernhard Sabel z Uniwersytetu w Magdeburgu, który od lat bada zorganizowane oszustwa naukowe, tłumaczy, że proceder jest już dobrze zorganizowany i zautomatyzowany: przy minimalnym nakładzie pracy i z pomocą sztucznej inteligencji powstają szybko fałszywe publikacje, które następnie sprzedaje się dość drogo. Kammerer fałszował okaz biologiczny ręcznie. Dzisiejsze odpowiedniki jego procederu można uruchomić kilkoma kliknięciami.
Jak działa rynek fałszywych artykułów naukowych
Mechanizm jest podobny niezależnie od kraju. Agencje fałszerskie kontaktują się z badaczami albo całymi zespołami, którzy płacą za to, by figurować jako autorzy publikacji. Następnie agencje zlecają napisanie sfałszowanej pracy tak zwanym paper mills, organizacjom produkującym gotowe artykuły na dowolny temat, często przy pomocy sztucznej inteligencji. Na końcu pośrednicy znajdują odpowiednie czasopismo i przychylnych redaktorów, którzy zadbają o publikację.
To, gdzie ostatecznie trafi fałszywy artykuł, zależy od budżetu zamawiającego. Najtaniej jest opublikować tekst w fałszywym czasopiśmie, piśmie noszącym naukowo brzmiącą nazwę, założonym wyłącznie po to, by drukować fałszywe artykuły; takie tytuły dość szybko demaskuje się jako oszustwo. Droższą opcją jest publikacja w czasopiśmie, które kiedyś miało poważną reputację, ale zostało zamknięte, a jego domenę internetową po prostu wykupiono, by wykorzystać starą nazwę. Najdroższym wariantem jest przekupienie recenzentów, którzy pozytywnie ocenią fałszywy artykuł i doprowadzą do jego publikacji w naprawdę uznanym czasopiśmie.
Presja publikacyjna jako paliwo dla oszustw
Model biznesowy fałszerzy działa tak dobrze, bo presja na badaczy stale rośnie: mają szybko dostarczać wyniki i publikować jak najwięcej, ponieważ to właśnie liczba publikacji i cytowań decyduje o dostępie do grantów i dalszej karierze. Jak zauważa Sabel, w praktyce klinicznej często brakuje czasu na rzetelne badania, co rodzi pokusę zapłacenia paper mill i podzielenia się kosztem z kilkoma współautorami, żeby operacja była tańsza dla każdego z osobna.
Z badań Sabela wynika, że najwięcej fałszywych publikacji pochodzi z biomedycyny, co nie powinno dziwić, skoro od jednej trzeciej do połowy wszystkich publikacji naukowych na świecie dotyczy właśnie tej dziedziny. Geograficznie najwięcej sfałszowanych prac pochodzi z Chin, na drugim miejscu plasują się Indie, choć, jak zaznacza Sabel, problem dotyczy całej światowej nauki niezależnie od kraju.
Dlaczego fałszywe dane to nie tylko problem akademicki
Zagrożenie nie ogranicza się do wewnętrznych statystyk akademickich. Sabel ostrzega, że fałszerstwa w biomedycynie niosą realne ryzyko dla pacjentów, a błędne dane wpływają również na przemysł, na przykład gdy na podstawie fałszywych publikacji planuje się produkcję z niewłaściwych materiałów albo błędnie projektuje eksperymenty. Autorzy badania z Illinois dodają, że fala fałszywych artykułów może z czasem zatruć całą światową literaturę naukową: modele sztucznej inteligencji trenowane są bowiem także na tych fałszywych danych i mogą je dalej powielać, coraz trudniej odróżniając prawdę od fabrykacji.
Sabel proponuje powołanie niezależnej, nadrzędnej instytucji, swego rodzaju odpowiednika kontroli technicznej dla światowej nauki, która pilnowałaby przestrzegania zasad i baczniej przyglądała się czasopismom naukowym, by ograniczyć chaotyczny rozrost mało wiarygodnych tytułów. Pomysł brzmi logicznie, ale rodzi pytania o wykonalność: kto miałby finansować taką instytucję, kto sprawować nad nią kontrolę i jak egzekwować jej decyzje wobec podmiotów działających w różnych jurysdykcjach prawnych? Na te pytania badanie z Illinois nie daje odpowiedzi.
Najczęściej zadawane pytania
Jakie są najbardziej znane historyczne skandale naukowe?
Do najgłośniejszych należą sprawa Paula Kammerera i pomalowanej tuszem ropuchy, przeszczep skóry namalowany flamastrem u Williama Summerlina, wymyślone pierwiastki chemiczne Victora Ninova oraz sfałszowane badania nad klonowaniem komórek macierzystych Hwang Woo Suka.
Jak działają dziś zorganizowane sieci fałszujące publikacje naukowe?
Według badania z University of Illinois agencje fałszerskie kontaktują się z badaczami gotowymi zapłacić za figurowanie jako autorzy, zlecają napisanie tekstu tak zwanym paper mills, a następnie znajdują czasopismo i przychylnych redaktorów, którzy zapewnią publikację, coraz częściej z pomocą narzędzi sztucznej inteligencji.
Skąd pochodzi najwięcej sfałszowanych publikacji naukowych?
Według badacza Bernharda Sabela z Uniwersytetu w Magdeburgu najwięcej fałszywych prac pochodzi z Chin, a na drugim miejscu znajdują się Indie, przy czym najwięcej fałszerstw dotyczy dziedziny biomedycyny, która stanowi od jednej trzeciej do połowy wszystkich światowych publikacji naukowych.
Dlaczego fałszywe publikacje naukowe są groźne poza środowiskiem akademickim?
Sabel ostrzega, że fałszerstwa w biomedycynie niosą realne ryzyko dla pacjentów, a błędne dane mogą trafiać do przemysłu i decyzji inwestycyjnych. Dodatkowo modele sztucznej inteligencji trenowane na fałszywych danych mogą je dalej powielać, co sprawia, że błędy z czasem stają się coraz trudniejsze do wychwycenia.
Fot. Vladimir Srajber / Pexels

Komentarze (0)