Rzeczniczka praw dziecka w Moskwie zaproponowała, by pozwolić dzieciom już od 12. roku życia podejmować dorywczą pracę zarobkową. Pomysł wywołał burzę.
Kiedy brakuje rąk do pracy, trzeba sięgnąć po… dzieci? Dokładnie taki pomysł wyszedł od Olgi Jarosławskiej, rzeczniczki praw dziecka w Moskwie. Jej propozycja, by 12-latki mogły legalnie podejmować dorywczą pracę zarobkową, natychmiast zelektryzowała opinię publiczną – i to nie tylko w Rosji.
Jarosławska argumentuje, że wcześniejsze wejście na rynek pracy miałoby wychowawczy charakter i uczyło dzieci odpowiedzialności finansowej. Według niej praca dorywcza dla nastolatków w tym wieku mogłaby obejmować proste zajęcia – rozdawanie ulotek, pomoc w sklepach czy drobne prace porządkowe. Brzmi niewinnie? Krytycy mają inne zdanie.
Propozycja nie pojawia się w próżni. Rosja od dłuższego czasu zmaga się z poważnym niedoborem pracowników – problem narastał stopniowo, a ostatnie lata tylko go pogłębiły. Część analityków wskazuje, że odpływ ludności w wieku produkcyjnym, demografia i zmiany na rynku pracy sprawiają, że władze szukają rozwiązań dosłownie wszędzie. Najwyraźniej także w szkołach podstawowych.
Prawa dziecka kontra rynek pracy
Paradoks sytuacji jest uderzający – to właśnie rzeczniczka praw dziecka wychodzi z pomysłem, który w wielu krajach uznano by za krok wstecz w kwestii ochrony najmłodszych. Organizacje zajmujące się prawami człowieka od lat walczą o podnoszenie, a nie obniżanie wieku dopuszczalnego zatrudnienia. Konwencja ONZ o prawach dziecka kładzie nacisk na prawo do nauki i odpowiedniego czasu wolnego – bez presji ekonomicznej.
W Europie Zachodniej minimalny wiek zatrudnienia wynosi zazwyczaj 15-16 lat, a i wtedy obowiązują ścisłe ograniczenia dotyczące liczby godzin oraz rodzaju wykonywanej pracy. Tymczasem w Rosji obowiązujące przepisy już teraz pozwalają na pracę od 14. roku życia – za zgodą rodziców i przy spełnieniu określonych warunków. Jarosławska chce obniżyć tę granicę jeszcze bardziej.
Reakcje w rosyjskich mediach i mediach społecznościowych były mieszane. Część komentatorów rzeczywiście przytakiwała – wskazując, że „dawniej dzieci wcześniej dorastały” i że praca uczy pokory. Inne głosy były znacznie ostrzejsze: pojawiły się porównania do XIX-wiecznych praktyk i ironiczne pytania, czy następnym krokiem będzie likwidacja obowiązkowej edukacji.
Pomysł, który sam w sobie mówi wiele
To, że taka propozycja w ogóle pada – i to z ust osoby formalnie powołanej do ochrony najmłodszych – jest symptomatyczne. Pokazuje skalę problemów, z jakimi mierzy się rosyjska gospodarka. Zamiast systemowych rozwiązań – inwestycji w automatyzację, reformy imigracyjnej czy programów aktywizacji osób starszych – pojawia się pomysł, który wielu ekspertów określa po prostu jako desperacki.
Na razie propozycja Jarosławskiej nie przekształciła się w żaden konkretny projekt legislacyjny. Pozostaje na etapie publicznej dyskusji – choć sam fakt, że wybrzmiała z tak wysokiego szczebla, sprawia, że trudno ją zbagatelizować. Świat obserwuje, co dalej.

Komentarze (0)