Fundusz Sprawiedliwości: od pomocy ofiarom do afery za dziesiątki milionów złotych
03.07.2026

Fundusz Sprawiedliwości: od pomocy ofiarom do afery za dziesiątki milionów złotych

Redakcja
Redakcja
Polska
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Fundusz Sprawiedliwości powołano w 1997 roku, by wspierać ofiary przestępstw i byłych więźniów. Przez dwie dekady działał w cieniu. Po nowelizacji przepisów z 2017 roku, przeprowadzonej za rządów Zbigniewa Ziobry, stał się wehikułem finansowania podmiotów powiązanych z politykami Suwerennej Polski, źródłem pieniędzy na zakup oprogramowania Pegasus służącego do inwigilacji opozycji i tłem dla spraw karnych. W marcu 2025 roku minister Adam Bodnar zażądał od ośmiu organizacji zwrotu łącznie niemal 90 mln zł nienależnie pobranych dotacji. Równolegle przed sądem w Szczecinie stanął poseł Dariusz Matecki z zarzutem wyłudzenia środków z funduszu.

Państwowy fundusz powołany do wspierania ofiar przestępstw i byłych więźniów przeistoczył się, według prokuratorów i ujawnionych nagrań, w wielomilionowy mechanizm finansowania podmiotów powiązanych z politykami Suwerennej Polski, narzędzie zakupu oprogramowania inwigilacyjnego i źródło dotacji wypłacanych poza formalnymi kryteriami. Dziś przed sądami toczą się procesy, ministerstwo domaga się zwrotu łącznie niemal dziewięćdziesięciu milionów złotych, a pytanie o rzeczywistych beneficjentów funduszu pozostaje politycznie i społecznie gorące.

Najważniejsze:

Czytaj także: Janusz Kowalski opuszcza szeregi Suwerennej Polski

  • Fundusz powstał w 1997 roku jako instrument pomocy pokrzywdzonym i osobom opuszczającym zakłady karne; w 2017 roku radykalnie poszerzono jego cele i katalog możliwych beneficjentów.
  • Ze środków funduszu opłacono zakup Pegasusa, oprogramowania, którym inwigilowano polityków ówczesnej opozycji.
  • W marcu 2025 roku minister sprawiedliwości Adam Bodnar zażądał od ośmiu organizacji łącznego zwrotu kwoty sięgającej niemal 90 mln zł pobranych nienależnie.
  • W związku z aferą toczą się postępowania sądowe, w tym procesy dotyczące wyłudzenia środków z funduszu oraz odrębny wątek zakupu oprogramowania Pegasus.

Skromne początki: instrument pomocy, nie polityki

Fundusz Sprawiedliwości swój rodowód wywodzi z 1997 roku, gdy Kodeks karny wykonawczy powołał do życia mechanizm wsparcia finansowego dla ofiar przestępstw, świadków oraz osób opuszczających więzienia i areszty śledcze, a także ich bliskich. Przez pierwsze dwie dekady działał pod rozbudowaną nazwą wskazującą wprost na dwie grupy docelowe: pokrzywdzonych oraz osoby po odbyciu kary. Pieniądze mogły trafiać wyłącznie do fundacji i stowarzyszeń, co teoretycznie ograniczało pole do rozszerzającej interpretacji celów funduszu.

Czytaj także: Zbigniew Ziobro mimo choroby pojawił się pod swoim domem

Misja była więc precyzyjna: łatać luki systemu tam, gdzie ofiary przestępstw i byli więźniowie nie znajdowali wystarczającego wsparcia ze strony państwa. Skala dysponowanych środków i wąski krąg uprawnionych podmiotów sprawiały, że przez lata fundusz funkcjonował poza głównym nurtem politycznych sporów.

Czytaj także: Deweloperska afera na setki milionów. Prokuratura: to może być dopiero początek

Przełom 2017 roku: szeroka furtka dla nowych beneficjentów

Nowelizacja przepisów uchwalona w lipcu 2017 roku, zmieniła fundusz nie do poznania. Do katalogu celów dopisano sformułowania na tyle pojemne, że mogły objąć niemal każdy rodzaj aktywności: „przeciwdziałanie przyczynom przestępczości”, „przedsięwzięcia o charakterze edukacyjnym i informacyjnym”, „promowanie systemu pomocy pokrzywdzonym” czy „upowszechnianie wiedzy o prawach ofiar”. Jednocześnie otworzono dostęp do środków dla jednostek sektora finansów publicznych, sądów, organów administracji rządowej, samorządów, agencji, uczelni, szpitali, a nawet ochotniczych straży pożarnych. Wtedy też fundusz przyjął obecną, skróconą nazwę.

Rozszerzenie to miało, przynajmniej deklaratywnie, umożliwić systemowe działania prewencyjne i edukacyjne. W praktyce, jak wynika z późniejszych ustaleń śledczych i ujawnionych nagrań, stworzyło przestrzeń do finansowania podmiotów niemających żadnego rzeczywistego związku z pomocą ofiarom przestępstw. Precyzja zastąpiona ogólnikowością stała się kluczem do nadużyć.

Nagrania Mraza: kulisy podziału pieniędzy

Centralną postacią w rekonstrukcji mechanizmu przyznawania dotacji jest Tomasz Mraz, który przez pewien czas piastował stanowisko dyrektora departamentu odpowiedzialnego za fundusz w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mraz nagrał rozmowy prowadzone przez polityków Suwerennej Polski, w których omawiano zasady podziału środków i nieprawidłowości w tym procesie. Część tych nagrań trafiła do mediów.

Ich waga polega na czymś, czego żaden dokument urzędowy nie pokazuje wprost: rozmówcy dyskutowali o tym, komu i dlaczego przyznać finansowanie, według logiki dalekiej od kryteriów merytorycznych zapisanych w przepisach. To właśnie te materiały stały się jednym z filarów postępowań prokuratorskich, pozwoliły zilustrować schemat działania, który z samej analizy akt byłby trudny do udowodnienia. Mraz, jako były dyrektor departamentu bezpośrednio zarządzającego funduszem, miał dostęp do rozmów toczących się na poziomie decyzyjnym resortu.

Pegasus: inwigilacja opłacona pieniędzmi dla ofiar

Odrębnym, lecz równie poważnym wątkiem jest sfinansowanie ze środków funduszu zakupu oprogramowania Pegasus, narzędzia służącego do zaawansowanego monitorowania telefonów komórkowych. Według ustaleń opisanych w źródłach, Pegasus był następnie używany między innymi do podsłuchiwania polityków ówczesnej opozycji przez sprawującą władzę ekipę. W związku z tym zakupem prowadzone jest odrębne postępowanie.

Zestawienie jest uderzające: fundusz powołany po to, by chronić ofiary przestępstw, posłużył do finansowania narzędzia, które, według ustaleń śledczych, samo stało się instrumentem działań noszących znamiona przestępstwa. To jedna z bardziej symbolicznie wymownych sprzeczności całej afery.

Żądania zwrotu: osiem organizacji, niemal 90 milionów złotych

W marcu 2025 roku minister sprawiedliwości Adam Bodnar skierował do ośmiu podmiotów wezwania do zwrotu środków uznanych za pobrane nienależnie, czy to dlatego, że organizacje nie spełniały wymaganych kryteriów, czy dlatego, że wydały pieniądze na cele niezwiązane z misją funduszu. Łączna suma objęta wezwaniami zbliża się do dziewięćdziesięciu milionów złotych.

Podmiot Kwota żądanego zwrotu
Fundacja Profeto 66 087 467 zł
Fundacja Mocni w Duchu 9 000 000 zł
Stowarzyszenie Fidei Defensor 3 802 665 zł
Fundacja Centrum Pomocy Pokrzywdzonym i Prewencji Przestępczości 3 435 534 zł
Fundacja Instytut Praworządności 2 761 701 zł
Fundacja św. Benedykta 2 138 076 zł
Fundacja RTCK, Rób To Co Kochasz 1 464 200 zł
Fundacja Instytut Suwerenności i Dziedzictwa w Europie 638 328 zł

Sama Fundacja Profeto odpowiada za ponad dwie trzecie całej kwoty objętej wezwaniami ministerstwa, to dysproporcja, która sama w sobie wymaga wyjaśnienia w ewentualnych postępowaniach sądowych. Na liście dominują organizacje o profilu społeczno-religijnym lub ideowym, co kontrastuje z pierwotną misją funduszu skupioną na pomocy ofiarom czynów zabronionych. Wezwania do zwrotu nie są wyrokami sądowymi; część podmiotów może, i zapewne będzie, kwestionować zasadność żądań na drodze prawnej.

Procesy sądowe: oskarżeni przed sądem

Sąd Okręgowy w Szczecinie stał się areną pierwszego z głównych procesów wyrosłych z afery Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca oskarżonym między innymi wyłudzenie środków z funduszu.

To postępowanie jest niezależne od śledztwa dotyczącego zakupu Pegasusa, choć oba wyrastają z tego samego podłoża: dysponowania środkami funduszu w okresie, gdy nadzór nad nim sprawowała Suwerenna Polska. Równoległe toczenie się kilku postępowań karnych sugeruje, że prokuratura traktuje aferę jako wielowątkowy schemat, a nie serię incydentalnych nadużyć.

Co z funduszem dziś? Reforma wciąż otwarta

Fundusz Sprawiedliwości formalnie działa nadal pod nadzorem Ministerstwa Sprawiedliwości. Strona rządowa wskazuje, że ministerstwo ogłasza otwarte konkursy ofert, w lipcu 2025 roku opublikowano kolejny nabór dotyczący pomocy pokrzywdzonym przestępstwem, i prowadzi ankiety wśród zainteresowanych, co może sygnalizować trwający przegląd zasad jego funkcjonowania.

Kluczowe pytanie pozostaje jednak bez jednoznacznej odpowiedzi w dostępnych źródłach: jakie konkretne zmiany proceduralne wdrożono, by podobne mechanizmy nie mogły się powtórzyć? Afery finansowe w instytucjach publicznych rzadko kończą się wyłącznie wyrokami sądowymi, zwykle wymuszają też reformy systemowe, które uszczelniają procedury. W przypadku Funduszu Sprawiedliwości ten rozdział jest wciąż pisany.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego zmiana przepisów z 2017 roku jest kluczowa dla zrozumienia afery?

Nowelizacja z 2017 roku zastąpiła precyzyjne cele funduszu pojemnymi sformułowaniami, które można było interpretować bardzo szeroko, i jednocześnie dopuściła do konkurowania o środki zupełnie nowe kategorie podmiotów. W połączeniu z nagranymi rozmowami dotyczącymi politycznego klucza przyznawania dotacji stworzyło to warunki, w których pieniądze przeznaczone dla ofiar przestępstw mogły trafiać do organizacji niemających z tą misją nic wspólnego.

Kim jest Tomasz Mraz i dlaczego jego nagrania są istotne dla sprawy?

Mraz pełnił funkcję dyrektora departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości bezpośrednio odpowiedzialnego za fundusz, co dawało mu dostęp do rozmów toczonych na szczeblu decyzyjnym. Nagrane przez niego dyskusje polityków Suwerennej Polski na temat zasad podziału dotacji ujawniły, że kryteria polityczne mogły dominować nad merytorycznymi, czego sama analiza dokumentów urzędowych prawdopodobnie by nie pokazała.

Czym różnią się od siebie postępowania dotyczące wyłudzenia środków i zakupu Pegasusa?

Jedno z postępowań dotyczy zarzutów wyłudzenia środków z funduszu. Odrębny wątek koncentruje się na sfinansowaniu ze środków funduszu zakupu oprogramowania Pegasus, używanego następnie do inwigilacji polityków ówczesnej opozycji. Oba postępowania są niezależne, choć wyrastają z tego samego okresu sprawowania nadzoru nad funduszem przez Suwerenną Polskę.

Czy wezwania ministerstwa do zwrotu dotacji są równoznaczne z wyrokiem sądowym?

Nie. Wezwania ministra Bodnara kierowane do ośmiu podmiotów mają charakter administracyjny i mogą być kwestionowane przez zainteresowane organizacje na drodze prawnej. Ostateczne rozstrzygnięcia w kwestii zasadności pobranych środków należeć będą do sądów.

Fot. Patryk2710 / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)


Komentarze (0)