06.02.2026

Horror w Kuflewie. Psy z Sobolewa trafiły do miejsca, które miało być azylem

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Miało być ratunkiem. Miało być nowym początkiem po dramacie schroniska „Happy Dog” w Sobolewie. Dla około 30 psów oznaczało jednak coś zupełnie innego. Zamiast bezpieczeństwa - strach. Zamiast opieki - chaos. Zamiast azylu - miejsce, które dziś śledczy określają jednym słowem: patologia.

Kuflew, niewielka miejscowość w powiecie mińskim, znalazła się w centrum jednej z najbardziej wstrząsających spraw dotyczących dobrostanu zwierząt w ostatnich latach. To tutaj działało tzw. „Pogotowie dla Zwierząt” – placówka, która według oficjalnych deklaracji miała ratować porzucone i chore psy. Rzeczywistość, ujawniona podczas kontroli i w reportażu Krzysztofa Stanowskiego na Kanale Zero, okazała się dramatycznie inna.

Kontrola, która odsłoniła koszmar

Pod koniec stycznia inspekcja weterynaryjna przeprowadziła w Kuflewie dwudniową kontrolę. Jej ustalenia mrożą krew w żyłach. Brak stałego dostępu do wody, niehumanitarne traktowanie zwierząt, skrajne zaniedbania higieniczne, zły stan techniczny bud i klatek, brak zabezpieczeń sanitarnych. Psy przetrzymywane były w mikroklatkach, bez ewidencji, często w warunkach, które nie spełniały żadnych norm.

To jednak nie był koniec.

Inspektorzy odkryli kilka zamrażarek i chłodni, w których znajdowały się ciała martwych zwierząt – łącznie nawet 300 kilogramów zamrożonych zwłok. W pobliżu znajdowała się maszyna do mielenia mięsa. Ta kombinacja wywołała podejrzenia, których nikt nie chciałby potwierdzić: że martwe zwierzęta mogły być przerabiane na karmę.

„Azyl”, który wyglądał jak schronisko bez zgód

Działalność placówki od lat budziła sprzeciw mieszkańców i lokalnych władz. Wójt gminy Mrozy, Dariusz Jaszczuk, przyznaje, że już od 2021 roku informował policję i prokuraturę o nielegalnym procederze gromadzenia setek psów i kotów.

Problem polegał na jednym: formalnie nie było to schronisko. Prowadzący placówkę określali ją jako „azyl” lub „szpital dla zwierząt”, co – w ich ocenie – zwalniało ich z obowiązku posiadania wymaganych zezwoleń. W praktyce jednak miejsce spełniało wszystkie cechy schroniska, tylko bez kontroli, nadzoru i odpowiedzialności.

Główny organizator, Grzegorz Bielawski, odpierał zarzuty, twierdząc, że nie dotyczą one bezpośrednio dobrostanu zwierząt. Problem w tym, że podczas kontroli inspektorom okazano jedynie pięć psów z Sobolewa. Co stało się z pozostałymi dwudziestoma pięcioma? Według deklaracji – część miała trafić do domów tymczasowych i innych placówek. Do dziś jednak wokół tego wątku pozostaje wiele pytań.

Reportaż, który uruchomił lawinę

Punktem zwrotnym okazał się reportaż Krzysztofa Stanowskiego na Kanale Zero. Transmisja z Kuflewa pokazała skalę zaniedbań i wywołała ogromne poruszenie opinii publicznej. Reakcja była natychmiastowa.

„Dzieje się!” – napisał Stanowski krótko po emisji. Na miejscu pojawił się prokurator, teren został zabezpieczony przez policję, a zapadła decyzja o odebraniu psów z placówki. Zwierzęta w końcu miały opuścić miejsce, które przez lata funkcjonowało w szarej strefie.

Sobolew to nie wyjątek

Sprawa Kuflewa wpisuje się w szerszy problem. Zamknięcie schroniska w Sobolewie było jedną z kilku głośnych interwencji w ostatnich tygodniach. MSWiA zleciło wojewodom pilne kontrole schronisk w całym kraju. Uchybienia wykryto m.in. w Tarnowie, Oświęcimiu, Golubiu-Dobrzyniu i właśnie w Sobolewie.

Premier Donald Tusk nie pozostawił wątpliwości: nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie.

Komentarze (2)

  • Katarzyna pisze:

    Każdy jeden taki złodziej i MORDERCA powinien byc tak ukarany by inni się zaczęli bać by to co się dzieje ze zwierzętami w ty, chorym kraju to jest gorzej niż patologie!!! Kiedy w końcu to pseudo prawo zacznie chronić życie i godność zwierząt a nie tych którzy się dorabiają na ich cierpieniu ?! P.PREZYDENCIE ZRÓB Z TYM COŚ bo nikt do tej pory się nie kwapił !!! A ten morderca i naciągacz do kamieniołomu !!!