Irena Eris i Henryk Orfinger zbudowali kosmetyczne imperium warte 609 mln zł. Ale zaczęło się od skromnej pożyczki od mamy i małego laboratorium.
Majątek wyceniany przez „Forbesa” na 609 milionów złotych, hotele SPA, instytuty kosmetyczne i miejsce w jednym towarzystwie z Chanelem i Diorem — a wszystko zaczęło się od pożyczki od mamy i garażowego laboratorium pod Warszawą. Historia Ireny Eris i Henryka Orfingera to jeden z najbardziej elektryzujących rozdziałów polskiego biznesu.
Krem zamiast Polfy — odważna decyzja farmaceutki
Rok 1983. Irena Szołomicka-Orfinger, z wykształcenia farmaceutka i wówczas 33-letnia mama, postanawia rzucić bezpieczną posadę w państwowej Polfie. Powód? Bardzo przyziemny — sama szukała dobrego kosmetyku do swojej problematycznej cery i nie mogła go znaleźć. Jak wspominała w rozmowie dla „Dzień Dobry TVN”: „Zobaczyłam, że na rynku nie ma kosmetyku, to stwierdziłam, że to będzie dobry pomysł.” I tak w małym laboratorium pod Warszawą powstały pierwsze słoiczki kremów, które z czasem podbiły polskie łazienki.
Fiat 126p i pożyczka, która zmieniła wszystko
Startu nie można było nazwać luksusowym. Jak podaje materiał źródłowy, kapitał na uruchomienie działalności Eris pożyczyła od własnej matki — kwotę, za którą można było wtedy nabyć sześć maluchów. Jak podkreślała w rozmowie z portalem „Coraz Lepsza Firma”, nie była to inwestycja, lecz właśnie pożyczka, którą czuła się w obowiązku oddać. I oddała — co do złotówki. „Oddałam i byłam z tego bardzo dumna” — mówiła.
Od samego początku u jej boku stał Henryk Orfinger, z którym jest związana od 1974 roku. To on dodał jej odwagi, gdy stawiała wszystko na jedną kartę. A w 1987 roku, jak przypomina Business Insider, sam zrezygnował z posady w państwowym ministerstwie, by dołączyć do rozwijającego się rodzinnego biznesu. W pierwszych latach zajmował się m.in. logistyką — i dosłownie rozwoził kremy małym fiatem po całej Polsce. Trudy startu nikt tu nie wymyślił — po prostu tak to wyglądało.
609 milionów i skromność, która zaskakuje
Dziś marka Dr Irena Eris to potęga — Centrum Naukowo-Badawcze, sieć Kosmetycznych Instytutów, ekskluzywne hotele SPA. Według danych przytaczanych przez Business Insider z linii produkcyjnych firmy wyjeżdża rocznie ponad 25 milionów sztuk kosmetyków. Co więcej, marka trafiła do prestiżowego Comité Colbert — elitarnego grona, w którym zasiadają takie marki jak Chanel, Dior czy Louis Vuitton. Dr Irena Eris jest tam jedyną firmą kosmetyczną spoza Francji.
„Forbes” oszacował majątek pary na 609 milionów złotych — liczba robi wrażenie. Sama Eris podchodzi do niej jednak z rozbrajającym spokojem. W „DDTVN” przyznała wprost: „Ja nie potrzebuję tylu pieniędzy. Naprawdę, ja nie mam takich potrzeb.” I jakby na potwierdzenie tych słów — milionerka wciąż sama robi codzienne zakupy, jeszcze przed godziną siódmą rano. Kostka masła, zwykły sklep, zero fanfar.
Sukcesja bez chaosu — syn przejął stery
Rodzinne imperium ma już za sobą pierwszy etap przekazywania władzy. Jak podaje źródło, w 2019 roku stanowisko prezesa Dr Irena Eris objął starszy syn pary, Paweł Orfinger, zastępując na tym fotelu ojca. Młodszy syn, Krzysztof, zdecydował się nie angażować w zarządzanie firmą — a Henryk Orfinger tłumaczył, że właśnie taki jasny podział ról pozwolił rodzinie uniknąć chaosu podczas sukcesji. Spokojnie, po ludzku, bez dramatów.
Historia Ireny Eris i Henryka Orfingera to dowód na to, że polskie marki potrafią grać w najwyższej lidze — bez przepychu na pokaz, za to z żelazną konsekwencją i — jak widać — z odrobiną sentymentu do małego fiata.

Komentarze (0)