"Przyjaciele nie mordują" - słowa posła wywołały burzę w studiu TVN24
31.05.2026

„Przyjaciele nie mordują” – słowa posła wywołały burzę w studiu TVN24

Redakcja
Redakcja
Polska
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo wywołał gorącą dyskusję w programie TVN24. Jego słowa o Ukraińcach zelektryzowały studio i prowadzącego Andrzeja Stankiewicza.

„Przyjaciele nie mordują, nie topią” – te słowa posła Konfederacji Bartłomieja Pejo padły w programie „7. dzień tygodnia” na antenie TVN24 i natychmiast wywołały gorącą reakcję w studio. Prowadzący Andrzej Stankiewicz nie pozostał obojętny i ostro skomentował dobór słów przez polityka.

Wszystko zaczęło się od dyskusji o relacjach polsko-ukraińskich i języku, jakim politycy opisują naszych wschodnich sąsiadów. Pejo zakwestionował używanie słowa „przyjaciele” w odniesieniu do Ukraińców, powołując się na dramatyczne wydarzenia, do których dochodziło na przestrzeni historii. – Państwo używacie często pojęć takich jak „przyjaciele z Ukrainy”. Przyjaciele nie mordują, nie topią – stwierdził wprost poseł Konfederacji. Słowa te wywołały natychmiastową reakcję zarówno w studiu, jak i wśród widzów oglądających program na żywo.

Prowadzący Andrzej Stankiewicz nie pozwolił, by wypowiedź przeszła bez komentarza. – Uważajmy na język – zwrócił uwagę posłowi, sygnalizując, że tego rodzaju sformułowania mogą być odebrane jako eskalacja napięcia, a nie merytoryczna debata o polityce zagranicznej. Atmosfera w studio wyraźnie zgęstniała – i choć program „7. dzień tygodnia” nie stroni od trudnych tematów, ta wymiana zdań wybijała się ponad standardowy poziom politycznej ostrej rozmowy.

Konfederacja kontra reszta – znany schemat, nowe słowa

Bartłomiej Pejo to poseł Konfederacji znany z kontrowersyjnych wypowiedzi, które regularnie wychodzą poza ramy przyjęte w mainstreamowym dyskursie politycznym. Ugrupowanie od dawna zajmuje odmienny niż większość polskich partii stosunek do kwestii pomocy Ukrainie i relacji z tym krajem – kwestionując zarówno skalę wsparcia finansowego, jak i narrację o bezwarunkowej polsko-ukraińskiej przyjaźni. W tym kontekście słowa Pejo były co do kierunku przewidywalne – jednak ich konkretna forma i dosadność zaskoczyła nawet przyzwyczajonych do politycznych przepychanek komentatorów.

Tego rodzaju wypowiedzi mają w sobie pewien mechanizm: jedno zdanie, odpowiednio skonstruowane, potrafi zdominować cały program i wybić dyskusję z ustalonego toru. Tak było i tym razem – zamiast rozmowy o szerszym kontekście relacji polsko-ukraińskich, głównym tematem stało się samo sformułowanie i pytanie, czy polityk przekroczył jakąś granicę. To klasyczny przykład tego, co w mediach społecznościowych natychmiast staje się clipsem, który żyje własnym życiem poza kontekstem całej debaty.

Social media momentalnie podchwyciły temat

Fragmenty programu szybko trafiły na Twittera (dziś X), TikToka i Facebooka. Komentarze podzieliły się zgodnie z politycznymi sympatiami – część internautów chwaliła Pejo za „odwagę mówienia tego, co myśli”, inni uznawali jego słowa za nieodpowiedzialne i niebezpieczne w kontekście trwającej wojny za naszą wschodnią granicą. Reakcja Stankiewicza – spokojna, ale stanowcza – również zebrała sporo uwagi. Wielu komentujących uznało ją za wzorcowy przykład tego, jak prowadzący powinien reagować na kontrowersyjne wypowiedzi gości, nie tracąc przy tym zimnej krwi.

Programy publicystyczne od dawna wiedzą, że napięcie w studiu to magnes na widzów – ale granica między angażującą debatą a chaosem, który nic nie wnosi, bywa cienka. „7. dzień tygodnia” tym razem balansował na tej granicy przez kilka dobrych minut. Czy wyszedł z tego obronną ręką? Oceny są podzielone – ale jedno jest pewne: o programie mówiło się przez następne godziny znacznie więcej niż po przeciętnym odcinku.

Komentarze (0)