Ogromny pożar lasu na Mazowszu mógł być dziełem człowieka. Nadleśniczy Nadleśnictwa Mińsk wskazuje na niepokojący szczegół, który zaobserwowała załoga samolotu gaśniczego.
Pożar lasu w okolicach Mińska Mazowieckiego wzbudził poważne podejrzenia służb. Nadleśniczy Nadleśnictwa Mińsk ocenił, że za wybuchem ognia mógł stać podpalacz – i podał konkretny powód, dla którego tak uważa. Sprawa może trafić w ręce prokuratury.
Wszystko zaczęło się od obserwacji załogi samolotu gaśniczego, który uczestniczył w akcji gaszenia pożaru. Piloci zauważyli nowe zarzewie ognia pojawiające się przed frontem pożaru – a więc w miejscu, do którego naturalnie rozprzestrzeniający się ogień jeszcze nie dotarł. To szczegół, który dla służb leśnych ma kluczowe znaczenie. Pożary samoistne czy przypadkowe nie zachowują się w ten sposób.
– Wszystko wskazuje na podpalacza – ocenił nadleśniczy Nadleśnictwa Mińsk. Jego słowa brzmią poważnie, bo to osoba z wieloletnim doświadczeniem w terenie, doskonale znająca specyfikę lokalnych lasów i to, jak zachowuje się ogień w różnych warunkach. Pojawienie się nowego ogniska przed głównym frontem pożaru to jeden z klasycznych sygnałów alarmowych, który wzbudza podejrzenia o celowe działanie.
Sucha wiosna sprzyja podpalaczom
Majowiec i czerwiec to w Polsce tradycyjnie czas podwyższonego ryzyka pożarowego. W tym roku sytuacja jest wyjątkowo trudna – po stosunkowo suchej wiośnie ściółka leśna w wielu regionach kraju jest mocno przesuszona, co sprawia, że ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie. Lasy Mazowsza są szczególnie narażone ze względu na dominację drzewostanów sosnowych, które są znacznie bardziej podatne na pożary niż lasy mieszane czy liściaste.
Służby leśne apelują co roku o zachowanie ostrożności – zakaz rozpalania ognisk w lesie i w odległości mniejszej niż sto metrów od jego granicy obowiązuje przez cały rok, jednak wiosną i latem jest egzekwowany ze szczególną surowością. Mandaty za złamanie zakazu mogą być dotkliwe, a w przypadku spowodowania pożaru grozi odpowiedzialność karna. Jeśli podejrzenia nadleśniczego potwierdzą się i za mazowieckim pożarem rzeczywiście stoi człowiek, sprawca może mieć poważne problemy z prawem.
Co ciekawe, temat podpaleń lasów wraca w Polsce co kilka lat przy okazji dużych pożarów. Organy ścigania przyznają nieoficjalnie, że ustalenie sprawcy w takich sprawach bywa niezwykle trudne – lasy to obszary słabo monitorowane, a pożar niszczy większość śladów. Dlatego każde ognisko i każde zapalenie zapałki w pobliżu lasu powinno budzić czujność.
Co dalej z dochodzeniem?
Informacje o podejrzeniu podpalenia prawdopodobnie trafią do policji i prokuratury. Standardowo w takich przypadkach przeprowadza się oględziny miejsca zdarzenia i próbę ustalenia pierwotnego ogniska pożaru. Śledczy szukają też ewentualnych świadków, którzy mogli zauważyć podejrzane osoby w rejonie lasu przed wybuchem ognia. Kamery monitoringu na pobliskich drogach mogą okazać się cennym źródłem materiału dowodowego.
Warto pamiętać, że każdy, kto zauważy cokolwiek niepokojącego w lesie lub w jego pobliżu – zwłaszcza w upalne, suche dni – powinien reagować. Numer alarmowy Państwowej Straży Pożarnej to 998, a lasy można też zgłaszać przez aplikację mobilną Lasów Państwowych. Jedno telefon może dosłownie uratować setki hektarów drzew.

Komentarze (0)