Od poniedziałku 1 czerwca w Warszawie obowiązuje nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Sprawdzamy, co dokładnie się zmienia.
Warszawa wchodzi do ekskluzywnego klubu polskich miast z nocną prohibicją. Od 1 czerwca sklepy i stacje benzynowe w całej stolicy muszą schować alkohol za ladę – przynajmniej na część doby. Uchwała rady miasta wchodzi w życie bez żadnych wyjątków i obejmuje całe miasto.
To nie jest żaden eksperyment ani pilotaż – decyzja jest ostateczna. Rada Warszawy przegłosowała uchwałę wprowadzającą nocny zakaz sprzedaży alkoholu, który obejmuje wszystkie sklepy stacjonarne oraz stacje benzynowe na terenie miasta. Oznacza to koniec nocnych wypadów po piwo do całodobowego sklepu czy zatankowania samochodu połączonego z zakupem wina na wieczór.
Warszawa dołącza tym samym do grona innych polskich miast, które już wcześniej zdecydowały się na podobne regulacje – między innymi Krakowa, który jako jedno z pierwszych dużych miast w Polsce wprowadził nocne ograniczenia sprzedaży alkoholu. Tamtejsze doświadczenia były jednym z argumentów przywoływanych przez zwolenników warszawskiej uchwały podczas debat w radzie miasta.
Kogo dotyczy zakaz i jak bardzo zmienia codzienność?
Zakaz obejmuje sklepy spożywcze, supermarkety, sklepy całodobowe oraz stacje benzynowe – słowem wszędzie tam, gdzie do tej pory można było kupić alkohol poza godzinami pracy lokali gastronomicznych. Bary, restauracje i kluby działają na podstawie odrębnych koncesji, więc nocne życie Warszawy formalnie nie powinno ucierpieć. Kto chce wypić drinka po północy, nadal może to zrobić w lokalu – tyle że nie przy piwie kupionym w pobliskim Żabce.
Dla mieszkańców największa zmiana dotyczy właśnie spontanicznych, późnonocnych zakupów. Całodobowe sklepy – których w Warszawie nie brakuje, szczególnie w centrum i na Pradze – do tej pory były chętnie odwiedzane przez imprezowiczów uzupełniających zapasy. To się kończy. Co ciekawe, zakaz nie dotyczy samego posiadania alkoholu w przestrzeni publicznej – chodzi wyłącznie o jego sprzedaż przez placówki handlowe.
Przedsiębiorcy prowadzący sklepy całodobowe reagują na nowe przepisy z mieszanymi uczuciami. Część z nich wskazuje, że nocna sprzedaż alkoholu stanowi istotny element przychodów w godzinach, gdy ruch w sklepie jest i tak niewielki. Inni podkreślają, że dostosują ofertę i godziny pracy do nowych realiów. Stacje benzynowe tracą przy okazji jeden z popularnych powodów, dla których kierowcy zatrzymywali się w nocy przy dystrybutorze nie tylko po paliwo.
Prohibicja czy rozsądek? Głosy po obu stronach
Zwolennicy uchwały argumentują, że nocny zakaz sprzedaży alkoholu ma realny wpływ na bezpieczeństwo i porządek publiczny – ogranicza dostęp do alkoholu osobom, które i tak są już pod jego wpływem, zmniejsza liczbę interwencji policji i straży miejskiej, a w dłuższej perspektywie może poprawić jakość życia w okolicach popularnych nocnych przystanków handlowych. To argument, który przemawia szczególnie do mieszkańców centrum i dzielnic z dużą liczbą punktów całodobowych.
Przeciwnicy z kolei wskazują na ograniczenie wolności wyboru dorosłych konsumentów i wątpią, czy regulacja faktycznie przyczyni się do ograniczenia spożycia alkoholu – czy raczej tylko przesunie część zakupów na wcześniejsze godziny. Pojawiają się też głosy o potencjalnych stratach dla małych przedsiębiorców, dla których nocna sprzedaż alkoholu była realnym źródłem dochodu.
Jedno jest pewne – Warszawa od 1 czerwca wygląda pod tym względem inaczej. Wakacyjny sezon w stolicy zaczyna się więc od całkiem sporej zmiany w codziennych nawykach kilku milionów mieszkańców i turystów. Planując nocne wyjście warto mieć to z tyłu głowy.

Komentarze (0)