01.09.2026

Cztery ciała w 72 godziny i policjant, który „rozmawiał” ze zmarłą. Co się dzieje na rajskiej wyspie Czedżu?

Kamil
Kamil
Podróże
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Koreańska wyspa Czedżu (znana też pod angielską nazwą Jeju) — wulkaniczny raj turystów, wpisywany na listy najpiękniejszych miejsc Azji — żyje od tygodnia sprawą, która brzmi jak scenariusz kryminału.

Między 22 a 24 sierpnia odnaleziono tam ciała czterech osób zgłoszonych wcześniej jako zaginione, a w centrum afery stanął 34-letni policjant, który miał masowo fałszować akta poszukiwań — informuje dziennik „Seoul Economic Daily”, którego ustalenia opisała Interia. Służby sprawdzają teraz 298 spraw prowadzonych przez funkcjonariusza, a prezydent Korei Południowej zarządził reformę całej policji.

72 godziny, cztery ciała

Sekwencja odkryć zmroziła 670-tysięczną wyspę. 22 sierpnia w miejscowości Songdang-ri znaleziono ciało około 60-letniego mężczyzny, którego zaginięcie żona zgłosiła 2 lipca. Dzień później rybak łowiący w okolicy Sinheung-ri natknął się na zwłoki — Straż Nabrzeżna potwierdziła, że to poszukiwany 70-latek. Tego samego dnia po drugiej stronie wyspy, w rejonie Aewol-eup, odkryto ciało kolejnej osoby, której tożsamość wciąż jest ustalana. I wreszcie czwarte odkrycie: ciało 37-letniej Jang Mi-ran, zaginionej od 12 maja, znalezione po 104 dniach — w pobliżu jej miejsca zamieszkania.

Śledczy podkreślają, że wydarzenia nie zostały jednoznacznie ze sobą powiązane. Ale to właśnie sprawa Jang Mi-ran wysadziła aferę w powietrze.

Śledczy Boo i rozmowa, której nie było

Gdy rodzina 37-latki kontaktowała się z prowadzącym sprawę policjantem o nazwisku Boo w sprawie nowych poszlak, ten oznajmił, że… rozmawiał z poszukiwaną. Kobieta miała mu przekazać, że nie chce wracać do rodziny i nie życzy sobie kontaktu. Problem w tym, że — jak wykazało śledztwo — taka rozmowa telefoniczna nigdy się nie odbyła.

Według „Seoul Economic Daily” Boo zamknął śledztwo w sprawie Jang Mi-ran zaledwie dwie godziny po zgłoszeniu zaginięcia przez jej partnera, a plik dotyczący sprawy usunął. Ten sam mechanizm miał stosować wobec innych zaginionych. Policja przeszukuje obecnie 298 akt, za które odpowiadał podczas 17 miesięcy pracy na wyspie — wszystko wskazuje, że mógł je fałszować seryjnie. Motyw pozostaje zagadką; jeden z funkcjonariuszy zauważył, że Boo musiał wiedzieć, jakie grożą mu konsekwencje.

Czterech policjantów, w tym Boo, zostało zwolnionych ze stanowisk i aresztowanych — choć samego Boo sąd rejonowy w Czedżu wypuścił z aresztu, uznając, że zatrzymanie nie spełniało wymogów formalnych.

Prezydent reaguje: reforma całej policji

Sprawa z turystycznej wyspy urosła do rangi ogólnokrajowego kryzysu zaufania. Głos zabrał prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung, który zarządził gruntowną reformę policji i powierzył nadzór nad nią Kancelarii Premiera.

Policja będzie prawdopodobnie dysponować największą władzą pośród agencji państwowych. Brak odpowiedzialności w kwestii bezpieczeństwa publicznego to poważny problem

— powiedział Lee Jae-myung, cytowany przez Interię.

Jak informuje „The Korea Times”, wprowadzono już obowiązkowy nadzór przełożonego nad zamykaniem spraw, by żaden funkcjonariusz nie mógł samodzielnie „kończyć” poszukiwań — tak jak robił to Boo.

Strach w raju

Na wyspie, gdzie 25 sierpnia ogłoszono alert bezpieczeństwa, atmosfera daleka jest od pocztówkowej. Mieszkańcy twierdzą, że co tydzień słyszą o czyimś zniknięciu, a lokalne media głośno pytają, ilu zaginionych z 298 teczek śledczego Boo wciąż czeka, aż ktoś naprawdę zacznie ich szukać. Odpowiedź na to pytanie Korea dopiero pozna — i to od niej zależy, czy sprawa z Czedżu przejdzie do historii jako afera jednego policjanta, czy całego systemu.

Źródło: Seoul Economic Daily za: Interia

Komentarze (0)