Trzy najpopularniejsze kierunki wakacyjne Polaków buntują się przeciw masowej turystyce. Protesty, podatki, płatny wstęp do miast – sprawdź, co się dzieje.
Wyobraź sobie, że twoje ukochane wakacyjne miejsce dosłownie nie chce cię widzieć. Brzmi surrealistycznie? Dla mieszkańców Hiszpanii, Włoch i Francji to już codzienność – i coraz głośniej dają temu wyraz. Jak podaje platforma JB, właśnie te trzy kraje przodują w europejskim rankingu antyturystycznych nastrojów.
Masowa turystyka to nie tylko zatłoczone plaże i kolejki do muzeów. Jej skutki są znacznie poważniejsze – rosnące ceny wynajmu mieszkań, drożejące usługi, a w ślad za tym coraz trudniejsze życie lokalnych społeczności. Nic dziwnego, że w wielu popularnych destynacjach cierpliwość mieszkańców się wyczerpuje.
Jak zmierzono niezadowolenie?
Ranking platformy JB nie powstał na podstawie subiektywnych odczuć. Jak wynika z materiału, twórcy zestawienia przeanalizowali dane z ostatnich lat, biorąc pod uwagę między innymi częstotliwość protestów przeciwko turystyce, sposób, w jaki reagują na nie lokalne media, wysokość wprowadzanych podatków turystycznych oraz stosunek liczby przyjeżdżających gości do stałej populacji danego miejsca. Wyniki są jednoznaczne.
Hiszpania: pistolety na wodę i demonstracje w 40 miastach
Na szczycie rankingu wylądowała Hiszpania – kraj, który Polacy od lat traktują jak swój drugi dom wakacyjny. Według danych platformy JB fala protestów przetoczyła się przez ponad 40 hiszpańskich miast. Szczególnie gorąco było w Barcelonie i na Wyspach Kanaryjskich, gdzie mieszkańcy sięgnęli po dość spektakularny gest – symboliczne polewanie turystów wodą z plastikowych pistoletów. Przekaz był jasny: mamy was dość.
Paradoks polega na tym, że mimo rosnących napięć Katalonia wciąż bije rekordy frekwencji. Eksperci wskazują, że właśnie nadmierna turystyka jest jednym z kluczowych czynników napędzających wzrost cen wakacji w tym kraju.
Włochy: Wenecja zamknięta na kłódkę (płatną)
Drugie miejsce w zestawieniu zajęły Włochy. Protesty dotknęły tam Rzymu, Florencji, Mediolanu i Neapolu. Najbardziej radykalny krok podjęły jednak władze Wenecji – jak podaje źródło, miasto zdecydowało się wprowadzić płatny wstęp dla jednodniowych turystów podczas najbardziej obciążonych weekendów. To bezprecedensowe posunięcie w skali Europy i sygnał, że overtourism przestał być tylko modnym słowem, a stał się realnym problemem wymagającym konkretnych rozwiązań.
Francja: walka ze statkami wycieczkowymi
Podium zamyka Francja. Poza Paryżem szczególnie napięta atmosfera panuje na Lazurowym Wybrzeżu i w Marsylii. Tamtejsze społeczności skupiają się przede wszystkim na walce z gigantycznymi statkami wycieczkowymi, które – jak wynika z materiału – nie tylko zalewają portowe miasta tysiącami pasażerów jednocześnie, ale też poważnie zanieczyszczają środowisko naturalne.
Buntują się, a turyści i tak przyjeżdżają
Najbardziej zaskakująca konkluzja płynąca z raportu platformy JB? Mimo wyraźnego i głośnego sprzeciwu mieszkańców zainteresowanie podróżami do Hiszpanii, Włoch i Francji systematycznie rośnie. Machina turystyczna nie zwalnia – wręcz przeciwnie. To swoisty pat: lokalne społeczności krzyczą „stop”, a ruch lotniczy i kolejkowe rezerwacje hotelowe mówią coś zupełnie innego.
Warto przy tym pamiętać, że overtourism to zjawisko nierównomierne. Jak zaznacza źródło, na drugim końcu skali istnieją kraje, które wciąż przyjmują gości z otwartymi ramionami i z pojęciem masowej turystyki mają niewiele wspólnego. Może więc warto przy planowaniu kolejnego urlopu rozejrzeć się za mniej oczywistymi kierunkami – zarówno dla własnej wygody, jak i z szacunku dla tych, którzy w danym miejscu żyją na co dzień.

Komentarze (0)