Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz bez specjalizacji, zarobił 1,6 mln zł w rok jako koordynator SOR-u. Politycy w Śniadaniu Rymanowskiego nie kryją emocji.
Najważniejsze:
- 28-letni Dawid Kacprzyk zarobił 1,6 mln zł w ciągu roku jako koordynator SOR-u w warszawskim Szpitalu Południowym.
- Lekarz nie ma specjalizacji, a pełne prawo wykonywania zawodu uzyskał niedawno – przepisy budzą wątpliwości co do legalności jego stanowiska.
- Kacprzyk jest zarazem dzielnicowym radnym KO, co wywołuje zarzuty o polityczny nepotyzm ze strony opozycji.
- Politycy są zgodni, że problem wymaga systemowego rozwiązania – choć diagnozują jego przyczyny zupełnie inaczej.
Sprawa młodego lekarza z Warszawy, który w rok zarobił fortunę na stanowisku koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego, wywołała prawdziwą burzę w programie „Śniadanie Rymanowskiego” na Polsat News. W studiu padały ostre słowa o nepotizmie, bezpieczeństwie pacjentów i systemowej zapaści w ochronie zdrowia.
Koordynator bez specjalizacji – jak to możliwe?
Dawid Kacprzyk trafił na świecznik za sprawą oświadczenia majątkowego, które jako samorządowiec i dzielnicowy radny KO był zobowiązany złożyć. Wynikało z niego, że w ciągu jednego roku zarobił 1,6 mln zł w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie pełni funkcję koordynatora SOR-u. Jak podaje Polsat News, powołując się na ustalenia „Gazety Wyborczej”, lekarz niedawno uzyskał pełne prawo wykonywania zawodu i nie posiada specjalizacji. Tymczasem przepisy wskazują, że osoba bez specjalizacji nie powinna obejmować stanowiska koordynatora oddziału ratunkowego.
Polityczka-pielęgniarka liczy godziny pracy
Joanna Wicha z Nowej Lewicy, z zawodu pielęgniarka, nie kryła w studiu oburzenia. Zwróciła uwagę na dramatyczną dysproporcję zarobków: lekarz etatowy zarabia zwykle od 9 do 11 tys. zł brutto miesięcznie, a nawet specjalista może liczyć na maksymalnie około 20 tys. zł. Na tym tle ponad 100 tys. zł miesięcznie oceniła jako sytuację skandaliczną. Poszła jednak dalej i zrobiła prostą kalkulację – jeśli zsumować wszystkie etaty i zlecenia Kacprzyka, okazuje się, że lekarz musiałby pracować niemal 11 godzin dziennie. Posłanka wprost zapytała, czy ktoś tak przeciążony jest w stanie bezpiecznie pomagać pacjentom na SOR-ze.
KO: konkurs był otwarty. Opozycja: nie wierzymy w przypadki
Szef klubu KO Zbigniew Konwiński przyznał w studiu, że sprawę zna głównie z mediów. Przekonywał, że Kacprzyk został zatrudniony w wyniku otwartej procedury konkursowej, a problem wysokich kontraktów lekarskich nie jest zjawiskiem nowym ani odosobnionym – jego zdaniem wymaga systemowego uregulowania.
Opozycja nie dała się jednak przekonać. Wojciech Machulski z Konfederacji stwierdził, że nie wierzy w takie zbiegi okoliczności, w których młody radny partii rządzącej trafia na dobrze płatne stanowisko w szpitalu zarządzanym przez miasto, gdzie tę samą partię sprawuje władzę. Ocenił, że miejskie instytucje mogą stawać się — podobnie jak spółki Skarbu Państwa — miejscami obsadzanymi przez ludzi z partyjnymi legitymacjami.
Radosław Fogiel z PiS wskazał z kolei, że sprawa bulwersuje na kilku poziomach jednocześnie: wiek lekarza, brak specjalizacji, wysokość zarobków i sytuacja pacjentów – wszystko to razem składa się na obraz, który trudno wytłumaczyć zwykłym konkursem, gdy w tle widać polityczne powiązania. Zwrócił przy tym uwagę, że zestawienie tak wysokich wynagrodzeń z realiami funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia rodzi poważne pytania o to, jak wydawane są pieniądze w systemie.
Systemowe tło: brak lekarzy i drogie kontrakty
W debacie pojawiło się również szersze spojrzenie na problem. Wskazywano, że dyrektorzy szpitali często stoją przed dramatycznym wyborem: albo zaakceptują wysokie stawki żądane przez lekarzy, albo pozostawią pacjentów bez opieki. W tym kontekście padały argumenty, że prawdziwym źródłem kłopotów jest niedobór kadr medycznych, a rozwiązanie należy szukać w długofalowych inwestycjach w kształcenie lekarzy i pielęgniarek, a nie wyłącznie w regulowaniu wysokości kontraktów.
Co to znaczy dla zwykłego pacjenta?
Ta sprawa to nie tylko polityczny skandal – to lustro, w którym widać kilka równoczesnych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia. Po pierwsze, oświadczenia majątkowe radnych pełnią realną funkcję kontrolną – bez nich ta historia nigdy by nie wyszła na jaw. Po drugie, ogromna rozpiętość między zarobkami etatowych lekarzy a możliwymi do uzyskania stawkami kontraktowymi sprawia, że szpitale publiczne płacą gigantyczne sumy, podczas gdy na sprzęt czy zabiegi brakuje środków. Po trzecie, pytanie o to, czy koordynator SOR-u bez specjalizacji jest bezpieczny dla pacjentów, pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi – i to powinno niepokoić każdego, kto kiedykolwiek może trafić na izbę przyjęć.
Czytaj takze: Wojskowi medycy polecieli do Chin. Mają sprowadzić Polkę w śpiączce
Najczęściej zadawane pytania
Skąd wiadomo, ile zarobił Dawid Kacprzyk?
Informacja pochodzi z oświadczenia majątkowego, które jako dzielnicowy radny KO był zobowiązany złożyć.
Czytaj takze: Zwolnienia zamiast odpowiedzialności? Związkowcy pytają, czy zarząd Agory też zacisnął pasa
Czy lekarz bez specjalizacji może być koordynatorem SOR-u?
Według ustaleń „Gazety Wyborczej” przytaczanych w programie, przepisy wskazują, że w takiej sytuacji nie powinien obejmować tego stanowiska.
Czytaj takze: Czarny diament z polskiego lasu: gdzie rośnie trufla i ile można na niej zarobić
Czy ktoś poniósł konsekwencje?
Na podstawie dostępnego materiału źródłowego nie wiadomo – politycy na razie dyskutują o przyczynach i systemowych rozwiązaniach, a nie o konkretnych decyzjach personalnych.

Komentarze (0)