Na Bliskim Wschodzie rysuje się historyczny zwrot. Trump dystansuje się od Izraela, a Netanjahu może wyjść z negocjacji z Iranem jako główny przegrany.
Coś bezprecedensowego dzieje się w relacjach między Waszyngtonem a Jerozolimą. Donald Trump, tradycyjnie postrzegany jako żelazny sojusznik Izraela, wyraźnie upomina premiera Binjamina Netanjahu – i to w momencie, gdy na Bliskim Wschodzie dojrzewa porozumienie, które może postawić Izrael na przegranej pozycji. Jak donosi Daniel-Dylan Boehmer na łamach „Die Welt”, nawet wpływowi republikanie biją na alarm.
Flaga zemsty nad Teheranem
Na uroczystościach upamiętniających rocznicę śmierci ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego, założyciela Islamskiej Republiki Iranu, pojawiła się nowa flaga. Obok tradycyjnych barw irańskich, palestyńskiej flagi i żółtego sztandaru Hezbollahu, maszerujący nieśli jaskrawoczerwony proporzec z jednym słowem wypisanym grubą czcionką: „Intiqam” – zemsta. Jak zauważa autor tekstu opublikowanego dzięki uprzejmości dziennika „Die Welt”, właśnie ta irańska żądza odwetu sprawia, że konflikt na Bliskim Wschodzie tak uparcie się przedłuża.
Teheranowi nie chodzi wyłącznie o program nuklearny ani kontrolę nad cieśniną Ormuz. To również egzystencjalny test dla systemu władzy stworzonego przez Chomeiniego po rewolucji 1979 roku – zwłaszcza teraz, gdy krajem rządzi niedoświadczony syn poprzedniego najwyższego przywódcy, Modżtaba, po tym jak Ali Chamenei zginął pierwszego dnia konfliktu.
Pozorna cisza, realna wojna
To, co oficjalnie nazywa się zawieszeniem broni między Iranem a koalicją USA i Izraela, w praktyce wygląda zupełnie inaczej. Według materiału „Die Welt” chodzi o konflikt o średniej intensywności, w którym naloty i kontrataki wcale nie ustały. Negocjacje o przedłużenie rozejmu to w istocie starcie woli – kto zmusi drugą stronę do ustępstw i na jakich warunkach.
Trump już w maju ogłosił na swojej platformie Truth Social, że porozumienie jest „w dużej mierze wynegocjowane” i że cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta. Brzmiało to jak triumf. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana.
Republikanie biją na alarm
Reakcja ze strony Izraela i jastrzębi w Partii Republikańskiej była natychmiastowa. Anonimowi izraelscy urzędnicy w rozmowach z agencją AP mieli określić proponowane warunki jako równoznaczne z „bezwarunkową kapitulacją”. Senator Lindsey Graham – wpływowa postać w szeregach republikanów – wprost stwierdził, że przygotowywane porozumienie to „koszmar dla Izraela”, bo de facto przyznaje Iranowi status regionalnej potęgi militarnej, która nadal będzie mogła zagrażać strategicznym szlakom żeglugowym.
To rzadki widok: jeden z najbardziej lojalnych sojuszników Trumpa w Senacie publicznie kwestionuje kierunek polityki zagranicznej własnego prezydenta.
Netanjahu na lodzie
Według osób informowanych z różnych stron o przebiegu rozmów, jak relacjonuje „Die Welt”, izraelski premier Binjamin Netanjahu może okazać się jednym z głównych przegranych całego procesu. Trump miał zirytować się na Netanjahu, ponieważ ten rozgniewał irańskich partnerów negocjacyjnych Waszyngtonu – co skomplikowało całą układankę dyplomatyczną.
Efekt? Prezydent USA, dotychczas traktowany jako naturalny orędownik Izraela, wyraźnie dystansuje się od swojego dotychczasowego sojusznika. Takie odwrócenie ról – jeszcze niedawno nie do pomyślenia – obserwatorzy określają jako przełom w bliskowschodniej polityce Waszyngtonu. Czy to chwilowy taktyczny manewr, czy trwała zmiana kursu? Na to pytanie odpowie dopiero finalna treść ewentualnego porozumienia.

Komentarze (0)